I am a kind of magic
Blog > Komentarze do wpisu

O balecie, trupie współzawodnictwa, zamianie energii, kolorowej ścianie i fontannie.

Odkąd 3 lata temu w przeciągu jednego miesiąca obejrzałam balet rosyjski i balet angielski nie ustaję w krytykowaniu bezstresowego podejścia do kwestii współzawodniczenia i walki o bycie w czymś NAJLEPSZYM, (nie: dobrym!).

Rosyjscy baleciarze są szczuplejsi, zwinniejsi, wyżej skaczą, kręcą szybsze piruety, poruszają się z niepomiernie większą gracją i płynnością; po prostu przyjemniej się na nich patrzy.

Dlaczego? Bo w Anglii baletu uczy się dzieci z łapanki i każdemu z nich się wmawia, że może być w tym dobre. DOBRE! I potem, po latach, ja i wielu mi podobnych, patrzy na DOBRE przedstawienie, które zapominam po dwóch tygodniach, podczas gdy występ rosyjskich tancerzy wciąż pamiętam, bo niełatwo zapomnieć 40 nóg podnoszących się na tę samą wysokość i talie tak szczupłe, że kołysanie biodrami wprawiało dół sukni w rezonans.

Na trupie współzawodnictwa, pod żenującym hasłem „nie ważne by być najlepszym, ważne żeby się dobrze bawić” wyrasta miernota. Począwszy od przegranych zawodów w bieganiu w workach na wiejskich dożynkach a skończywszy na reprezentacji Polski w piłce nożnej, która oddaje kolejny mecz, słyszymy usprawiedliwienia utrzymane w tonie: „nie wygrali, ale dobrze im poszło”, „zrobili wszystko co możliwe”.

Na starcie każdego przedsięwzięcia staję po to, aby wygrać, nie zaś tylko po to, aby wziąć w nim udział i dobrze się zabawić. Tylko z takim podejściem jest szansa na pokonanie lepszego przeciwnika – energię kinetyczną szukania usprawiedliwienia dla przegranej jeszcze zanim padnie hasło start, zamienić na energię dynamiczną walki o bycie najlepszym.

I z takim podejściem podeszłam pierwszy raz do ściany.
Ściana była niebieska, upstrzona wielokolorowymi chwytami o różnych kształtach i wielkościach. I po niedługim czasie klepnęłam umęczoną rączyną w sufit.

Od tamtej pory łoję w ścianę dość regularnie. Najlepiej mi idzie odkąd skończyłam, obowiązkowy dla początkujących, czteroczęściowy kurs, który nauczył mnie bardziej zasad bezpieczeństwa niż techniki.
Ale to nic nie szkodzi, bo techniki uczę się od Majkela.
Fajnie jest się od niego uczyć. Majkel to urodzony instruktor, obojętnie czy poprawia moją umiejętność jazdy samochodem, uczy prowadzenia firmy czy pokazuje techniki i triki pozwalające z radością, coraz większą radością, klepnąć w ten sufit ponad ścianą.
Jest cierpliwy, zainteresowany, entuzjastyczny, dużo mówi, jeszcze więcej wymaga. Jak wiszę kilkanaście metrów ponad ziemią (a mam nieznaczny lęk wysokości!) on zmusza mnie, żebym popatrzyła na niego i tłumaczy co zrobić. Czasem wydaje się to niemożliwe, ale zawsze działa. Nie wyobrażam sobie lepszego partnera do wspinania!

Nie widuję już tych osób, które były ze mną na kursie. Poznaję nowych ludzi, obserwuję i UCZĘ SIĘ OD NAJLEPSZYCH, nie od dobrych.

Z kursu zapadło mi w pamięć jedno podejście do trasy, której nikt nie mógł zrobić, a próbowali wszyscy po kolei. Mnie się udało. Za siódmym albo dziesiątym razem.
Odtańczyłam taniec zwycięstwa w ciszy grobowej, która zapadła wśród kursantów. Do tej samej trasy przystąpiła Sara, więc chciałam jej poradziłam, żeby przy wejściu uważała i nie zaczynała go siłowo, z podskoku, bo się uderzy w głowę. Myślę, że do dziś jej guz na środku czułka jest już żółciutki. Odpadła z czwartego chwytu, tuż przed załamaniem na ścianie (tzw. „okap” – miejsce, gdzie ściana jest wysunięta do przodu), ale wszyscy ją dopingowali głośno i każdy potem poklepał po ramieniu ze stwierdzeniem, ŻE ŚWIETNIE JEJ POSZŁO.

No mój Boże...

----------------
A o fontannie będzie jednak kiedy indziej, bo dziś w Dublinii świeci Słońce i szkoda, żeby się zmarnowało, skoro może być towarzyszem pozamiejskiego pikniku, prawda?

: )


niedziela, 24 sierpnia 2008, 4wymiar

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2008/08/24 20:54:01
Prezentujesz bardzo poważne podejście do współzawodnictwa. Jeśli chodzi o to, co się robi zawodowo, to OK. Ale jeśli chodzi o rozrywkę, rekreację, to podejście "złoty medal albo nic" uważam za przesadę. Przy takim sposobie myślenia tylko jeden człowiek w każdym środowisku mógłby czerpać radość z tego co robi, a cała reszta musiałaby chodzić sfrustrowana, może nawet popełnić seppuku. Czy wspinanie się na ściankę warte jest takiego zacięcia? Na pewno dobrze, że są osoby które tak myślą, bo ludzie zawzięcie dążący do celu też muszą być, ale sądzę, że to nie jest recepta uniwersalna, oj nie. Pozwólmy ludziom cieszyć się bieganiem w workach.

PS Pamiętam wyjątkowy, czwartowymiarowy biceps na jednym ze zdjęć, chyba z jakiegoś wesela. Mamy te waruneczki do wspinaczki, co? ;)
-
2008/08/24 22:09:49
alex, " "złoty medal albo nic" uważam za przesadę. "
Ok, wolno Ci.
Chodzi o to, żeby aplauzem nie nagradzać przegranej i słabej, nierozwojowej postawy.
Się ma, się wspina, się wspina, się ma ;)

Dziś poćwiczyłam kilka chwytów w terenie, na paru rozrzuconych głazach w górach pod Dublinią, tuż przed piknikiem. Cała jestem uwędzona w dymie ogniska :D
Teraz już tylko prysznic i łóżko...
-
2008/08/25 01:50:03
Jeśli robię coś zawodowo - tak jak na przykładzie baletu - owszem, robić wszystko by być jak najlepszym, lecz cieszyć się też z drugiego lub trzeciego miejsca - jeśli wiem, że zrobiłem wszystko na co mnie stać, że np. na olimpiadzie wzniosłem się na wyżyny swych umiejętności i wykręciłem powiedzmy "życiówkę", pobiłem rekord Europy w mojej dyscyplinie ale zdobyłem srebro bo ktoś okazał się lepszy, bo wykręcił swoją "życiówkę" i pobił rekord świata, zdobywając złoto, to nie należy płakać lecz się cieszyć z tego co się osiągnęło i przy następnej okazji, nadal pracując nad sobą, postarać się pobić wynik tamtej osoby. Trochę poplątałem :)
Tak w zasadzie to masz rację :)
Pozdrawiam.
-
2008/08/25 11:12:06
Zgadzam się z 4wymiar.
Co to za stwierdzenie: "Ale jeśli chodzi o rozrywkę, rekreację, to podejście "złoty medal albo nic" uważam za przesadę." - złoty medal to już sport profesjonalny, a więc nie rozrywka - to zdanie jest nielogiczne, mówiąc oględnie.

Jeśli chce się odnieść sukces, trzeba się uczyć od najlepszych i trzeba stać się najlepszym, i tyle. Ale jeśli chce się dobrze bawić, to też w porządku, tylko nie można tych dwóch rzeczy mieszać. Albo coś się robi tylko dla zabawy i nie ma się oczekiwań, albo dla wygranej i wtedy trzeba się wysilić. Co nie oznacza oczywiście, że profesjonaliści nie mogą się dobrze bawić. Taki Adam Małysz zawsze powtarzał, że lubi skakać. No ale poza tym, że skakanie dawało mu frajdę, to kosztowało go wiele wysiłku. Sama frajda, bez wysiłku, moim zdaniem nie przynosi sukcesu.
-
2008/08/25 12:29:39
amambilis,
Twierdzę, że zdanie o złotym medalu nie jest nielogiczne. I nie chodzi mi o to, że sam widziałem garść złotych medali u jedenastoletniego chłopca (zdobył je na zawodach szkolnych w Pikutkowie Wielkim), który profesjonalnym sportowcem raczej nie mógł być.

Wierzysz, że Małysz dobrze się bawi skacząc na nartach?
-
2008/08/25 13:16:13
Czy te medale naprawdę były wykonane ze złota? - Ale to już jest czepianie się słów, chodzi mi o to, że profesjonalizm wymaga wysiłku. Dużego wysiłku.
A co do Małysza to nie wiem - nie znam go osobiście, opieram się na jednej z jego wypowiedzi, że lubi skakać. Wydaje mi się, że mówi prawdę.
Upraszaczając - sukces to dla mnie wysiłek plus zabawa (bo trudno się wysilać, jak się czegoś nie lubi robić).
-
2008/08/25 13:38:48
skupcie się też na tym balecie i różnicy pomiędzy rosyjskim a angielskim baletem, o której wspomniałam i na PRZYCZYNIE tej różnicy, którą jest fakt, że w społeczeństwach zachodnich nie ma dyscypliny, nie ma woli walki o prym.
-
2008/08/25 14:34:11
Tak, 4 - nie ma zamordyzmu i musztry - jest luz i leseferyzm. ;)
-
2008/08/25 15:34:55
W społeczeństwach zachodnich nie ma woli walki o prym? Nie będę się spierał, bo to nie ja jestem aktualnie na zachodzie Europy. Jesli to prawda, to chyba musi być świeża tendencja ostatnich dziesięcioleci. Jak inaczej wytłumaczyć to, że Europa zachodnia w ciągu ostatnich kilku przynajmniej wieków była najszybciej rozwijającym się obszarem na świecie? Kto, jak nie zachodni Europejczycy, chciał więcej, szybciej, dalej? Za daleko zaszli, za dużo osiągnęli może, ale nie wiem czy zazdroszę Rosjanom, pomimo najlepszego na świecie baletu. Znacie piosenkę Jacka Kaczmarskiego, w której jest refren:
A ja na to - Kreml w niebo śle rakiety
Bez wysiłku wielkich rzek zawraca bieg
Żal mi ciebie lecz niestety
Również trudny kunszt baletu
Najlepiej posiadł on na planecie tej

-
2008/08/25 18:51:14
4wymiar
Gratuluję doskonałych wyników:) Ja chyba bałabym się wejśc na taką ścianę.

Mam mieszane uczucia jesli chodzi o to podejście tak kategoryczne do współzawodnictwa. W moim odczuciu jest tak, że jak jest konkurencja to chcę wygrać, być najlepszą ale raczej nie za wszelką cenę ale i sam udział "w zawodach" musi mnie w jakis sposób cieszyć, dodawać skrzydeł itd.
Faktycznie Rosjanie jak już coś robią, to robią to najlepiej: najlepiej jeżdżą na łyżwach, skaczą, dziewczynki z dużymi kokardami i krótkich spódniczkach najpiekniej śpiewają anielskimi głosikami. To jest na scenie. Mam wrażenie, że tak naprawdę są smutni w śroku, bo całą swoją energię którą poświęcają na skupienie się na wygranej zatracają w niej i nie mają dla siebie takiej zwyczajnej ludzkiej radości.
W Europie zachodniej "wmawiają", że wszystko da się zrobić, ludzie robią to raz lepiej, a raz gorzej ale wydaje mi się, że tam jest ta radość życia. W Rosji z tego co wiem jest ścisła selekcja dzieciaków np. do baletu już w wieku przedszkolnym, są katowane wielogodzinnymi ćwiczeniami, dziewczynki nie mogą przytyć 0,5 kg bo nie będa wystarczajaco gibkie. Na scenie mają wyuczone uśmiechy ale chyba tak naprawdę nie sprawia im to radości.
Tak się zastanawiam więc, co jest ważniejsze, czy wygrana za wszelką cenę dla publiczności, czy może właśnie udział np. w maratonie. Hmmmm.
-
2008/08/26 09:23:09
alex, w społeczeństwie zachodnim nie ma woli walki o prym. Dałeś się zwieść propagandzie ;)

A ja chciałabym, żeby był obowiązek bycia najlepszym - żeby każdy człowiek miał OBOWIĄZEK doprowadzenia siebie do najlepszego możliwego stanu.

stokrotka, to nie radość życia tylko obowiązek radości - tu się każdy może, a nawet musi i powinien, cieszyć, nawet jeśli nie ma powodów.

Bez udziału w maratonie nie byłoby wygranej :)
-
2008/08/26 10:11:03
chodzi mi przede wszystkim o to, że chwalenie przeciętniactwa nie rozwija człowieka i rodzi konieczność akceptacji
-
2008/08/26 13:04:32
No mi też sie najbardziej nie spodobało to, że kiedy Ty pokonałaś ściankę, to zapanowało grobowe milczenie, ale kiedy koleżanka odpadła to wszyscy chwalili ją za to, że próbowała.
Pewnie, że doping jest potrzebny, ale jak widać ludzie nie lubią tych, którzy udowadniają im, że można było lepiej.
-
2008/08/26 21:56:12
Właściwie powinienem już dać spokój, ale jeszcze coś powiem.
Chwalenie przeciętniactwa nie ma sensu, chwalenie wysiłków - owszem.
Przestraszyłaś mnie swoim pragnieniem, żeby był obowiązek bycia najlepszym. Toż to jakimś totalitaryzmem, swiatem cyborgów pachnie.
A ten brak aplauzu dla Twoich osiągnięć ściankowych i wyrazy uznania dla tej, której się nie udało, wskazuje raczej na rozkład sympatii w grupie a nie na umiłowanie przeciętniactwa. Tak myślę, choć może nie powinienem tak myśleć, co? Wybacz skorpionowi ;)
-
2008/08/26 23:31:31
Wiem, że już nowa nota, ale dobrze Alex prawi jak zwykle:)
-
2008/08/27 15:59:39
mentalność zwycięzców, tego nam brakuje. jednostkowy okaz czasem sie trafi, ale drużyna fajterów to nadal rzadkość w polskim sporcie. i nie tylko mowa tu o piłkarzach, przyrównywanych nie raz do, pardon, "jaj" (biorą udział, ale nie wchodzą dalej), ale też choćby i o siatkarzach, jednych z najlepszych przecież na świecie. czy szczypiornistach.

a z tymi ściankami, to często jest tak, że wspinaja się Ci, którzy muszą sobie coś udowodnić, chocby to że można pokonać własny strach. lęk wysokosci to świetny przeciwnik do pokonywania, he he. powodzenia w łojeniu, 4D.
-
2008/08/28 11:33:09
leni, ja nie byłam zazdrosna o to, że mnie nie dopingowali, bo mnie nie potrzebna zachęta obcych ludzi, którzy MNIE zazdroszczą uporu i możliwości rozwoju. Uderzyła mnie głupota i różnica w reakcji.
A panna miała guza na czole, któego mogła nie mieć, hehe

alex, zgadzam się na chwalenie wysiłków - każdy dzięki temu zajdzie dalej i zrobi więcej, nie ważne jak " wewnątrzsterownym" człowiekiem jest.
Przy obowiązku dążenia do bycia najlepszym na miarę możliwości się upieram!
Widzisz - wypisuję czasem referencje i jeśli ktoś osiągnął wszystko ale obiektywnie nie wiele to piszę mu, że osiągnął wszystko co mógł zważywszy na ograniczoność swoich możliwości.
Ja zawsze wybaczam skorpionom - taka ich natura ;)

jajko, tak, mentalności zwycięzcy - tego niekreślonego czynnika motywującego, tego czegoś co już na starcie każdego przedsięwzięcia pozwala nam widzieć się na "podium"...

Wspinają sieteż Ci, którzy to lubią, ponieważ to lubią. Do obłędu!
Ale masz rację - to też walka ze słabościami organizmu i lękami.