I am a kind of magic
Blog > Komentarze do wpisu

Siedemdziesiąte trzecie.

Każdemu zdarzyło się nie raz zostać poproszonym o jałmużnę. Na ulicy najczęściej. Dajecie?

W sezonie ogródkowym we Wrocławiu otwierały się na Rynku kawiarenki i pijalnie. Popijając piwo pszenne obserwowałam cygańskie dzieci wyżebrujące pieniądze u bywalców ogródków. Była wśród nich przepiękna młodziutka Cyganka. Kiedyś z ciekawości za nią poszłam. Kluczyła chwilę w zaułkach bram przyrynkowych by znaleźć Papę Cygana, któremu oddała wszystkie (chyba) pieniądze. Papa Cygan odjechał lśniącym czarnym beemwu.

Proszący o pieniądze „na jedzenie” zdarzają się najczęściej na dworcach. Gdy zaoferować im swoją kanapkę lub kupienie hamburgera ze wszystkimi dodatkami to zwykle nie chcą. Ale pamiętam jednego co chciał. To mu kupiłam. Herbatę z cukrem też.

Nie dalej niż dwa tygodnie temu podszedł do mnie mężczyzna i cichym głosem poprosił o „2 i pół złotego na jednorazową maszynkę do golenia, bo jutro zaczyna pracę na budowie i chciałby wyglądać jak człowiek”. Nie miałam drobnych, dałam mu 5 zeta.

Wczoraj do biura weszła mi około 50letnia, „sterana życiem”, kobieta. Zapytała czy może poodkurzać i dostać za to jakieś drobne na lekarstwa dla syna. Po chwili już płakała, że „nie chce żeby jej dziecko umarło” i wdała się w szczegóły choroby synka w trakcie gdy wyciągałam 5 złotych, żeby sobie poszła  i żebym mogła zawiadomić ochronę, że tu się w budynku ludziom w pracy przeszkadza. Mój szef powiedział "jeśli kłamała to Bóg ją oceni".

Pani Danusia ma męża pijaka i syna nieudacznika. Gmina zabrała jej dom za niepłacenie podatków i rachunków. Nie zdecydowała się na żebranie na ulicy. Chodziła zaś od domu do domu i szukała pracy jako sprzątaczka. Znalazła ją u jednego z moich szefów (tego, który ma dobre serduszko i nigdy na tym nie stracił), a że porządna z niej kobieta to on polecił ją znajomym i jakoś tak sobie wiąże koniec z końcem i czasem nawet się uśmiecha.

Dlaczego Pani Danusia nie poszła na ulicę? Dlaczego inni się na ulicy znaleźli i czy prawdą jest gadka o „błędnym kole” – nie ma domu i zameldowania, więc nie dostanie pracy? Czy schroniska dla bezdomnych są przepełnione? Nie. Czy nie ma możliwości uzyskania pomocy? Jest. Czemu zaś niektórzy szukają jej nie tam gdzie ją łatwiej znaleźć? Alkohol? Tak, na pewno też. Zarobek na żebraniu? Zdecydowanie tak – zapytany kiedyś przeze mnie „ile wyciąga”, pewien Pan z Ulicy odpowiedział, że od 50 do 300 złotych.

Opisałam tylko niektóre przypadki, które przypadkiem coś ode mnie dostały. Większość przypadków mijam i nie daję.

A co z ulicznymi „artystami? Mimowie, grajkowie, przebierańcy? Dajecie?
Macie przemyślenia typu "tak nie powinno być"?


środa, 30 czerwca 2010, 4wymiar

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2010/06/30 20:01:42
A co Ty masz do mimów, grajków, przebierańców?! Ty.
Oni wykonują pokazy za darmo, dla wszystkich. Nie zmuszają nikogo do płacenia, nie grają na niczyich emocjach jakimiś manipulacjami. Oni nie mają nic wspólnego z notką. Weź Ty zostaw ich w spokoju, wrzuć łaskawie jakiś grosz do kapelusza jak Ci się podobało i spadaj, jędzo.
-
2010/06/30 21:59:09
amjan, ależ wrzucam :) czasem, w dużych miastach władze miejskie też im płacą! co za artyści uliczni są w Barcelonie to głowa mała!! a w notce są dla kontrastu, kochanie ;)
-
2010/06/30 23:07:44
Tak mi mów, bejbe.
Skoro dla kontrastu, to okej, hmm. Ino nie dobrze się skomponowało z tym pytaniem na końcu, sugerującym że oni niby są czymś aż tak konstrowersyjnym, że możnaby debatować czy może "nie powinni być".
Zatem dobra, sytuacja opanowana, mam ją pod kontrolą.
A i cofam - nie jesteś jędzą. Jesteś... powiedzmy ciasteczkiem.
-
2010/06/30 23:24:45
ciasteczkiem? hm. dziękuję... powiedzmy... pączuszku...
-
2010/07/01 11:31:36
Grajkom daję zawsze, jeśli tylko nie grają zapętlonej "whiskey" :-) A jak mnie czymś ujmą to nawet szczodrze. Żebrakom na ulicy raczej nie. Ale jak pukali do moich drzwi, gdy jeszcze mieszkałam w mieście, w bloku, to nie raz i nie dwa, gdy prosili o jedzenie zapraszałam ich na zupę (jeśli miałam), czy robiłam wałówkę - czasem pół chleba, czasem mleko, czasem parę jabłek, czy jajek - zależy co tam w studenckiej lodówce było. Osiedlowy "Głupi Jasio", którego spotykałam niemal codziennie - czterdziestoparoletni facet z niedorozwojem, też czasem dostał na fajkę. A jak Pan Żul uczciwie zbierał na nalewkę, a ja miałam dobry humor to też. Jak miałam zły humor to nie.
Żebrakom na ulicy, w tramwaju - nie. Dzieciom - nie. Na Caritas od czasu do czasu - tak.
-
2010/07/01 21:05:37
Ja jestem wrażliwa, kiedy ktoś pięknie gra na ulicy, to z przyjemnością rzucę parę złotych. Czasem dam złotówkę przysłowiową jakiejś proszącej osobie, nie lubię kiedy wchodzą do kawiarni lub do pociągu i "sprzedają" mi na siłę jakieś gadżeciki albo obrazki, bo są chorzy, albo ktoś z rodziny. Nie zawsze mam tyle, żeby się podzielić i jest mi wtedy głupio. Zdarza sie jednak coraz częściej, że po prostu przechodzę obok - byt wiele już.
Pozdrawiam:)
-
2010/07/02 08:17:55
martuuha, jeden łódzki mim, tej najbardziej rozpoznawalny, jeździ tym samym autobusem co ja ;)
nakarmić kogoś w domu? hm... raz mi się zdarzyło za czasów studenckich. chłopak miał na imię Prometeusz (sprawdziłam w dowodzie!) a ja miałam tylko kotlety sojowe i dżem truskawkowy.

oksyd, och, w kawiarniach nie cierpię. i w ogródkach przez płotek też nie cierpię. a propos ogródków z płotkami - w Hiszpanii czy Italii nie ma płotków, bardzo mi się to podoba
-
2010/07/03 12:41:30
Na ulicy nie daję, bo nie mam przekonania.
Wspieram co miesiąc, dla uspokojenia sumienia (choć to nie jest główny powód)
www.akogo.pl/ bo tak mi dyktuje serce,
misje.salezjanie.pl/ bo koleżanka była na Madagaskarze i opowiadała że są duże potrzeby,
www.amnesty.org.pl/ bo kolega działa i imponuje mi swoim zaangażowaniem.

:)
www.youtube.com/watch?v=Qt2mbGP6vFI
-
2010/07/04 19:44:55
luiza, imponująca regularność i przekonanie. zaimponowałaś mi!