I am a kind of magic
Blog > Komentarze do wpisu

Ty, ja i Anna. Bar Anna.

Łódź. Miasto Manufaktury, Camerimage, filmówki i Żydów. Dzieci w beczkach, pawulonu, szaleńców mordujących posłów itakdalej. Osobiście kojarzy mi się z najpiękniejszymi kamienicami w Polsce i... barem Anna.
Nie podam adresu bo bar Anna zdecydowanie nie jest miejscem które większość z Was chciałaby odwiedzić.

Przede wszystkim bar Anna nie ma nowoczesnego dizajnu.
W ogóle nie ma żadnego dizajnu, choć niektórzy się upierają, że ma "klimat PRLu". Zgodzę się, że ma klimat. I tanie piwo, które czasami osobiście podaje pani Anna, ubrana w czerwony stylonowy fartuch w czarne albo białe groszki. Pani Anna, jak i każda inna barmanka w barze Anna, to jednocześnie ochroniarz, bo nikt ze stałych bywalców (a Anna ma bardzo wierną klientelę) nie zaryzykuje, że pani Anna - patrząc znad swoich okularów w drucianej oprawce i spod blond grzywy - zapamięta rozrabiakę i zamiast podać piwo to  za łachy na bruk "wielkiego, nudnego miasta" wyrzuci.
A wybór piwa jest tam w rzeczywistości większy niż w Domu Piwa Peron 6, gdzie  na zamówienie z karty najczęściej słyszy się "niestety nie ma". W Annie nie ma karty, ale widać co jest. I kto jest też widać, bo światła świecą się normalnie, na jasno, a jedynym miejscem poza otwartą przestrzenią jest toaleta przy zapleczu. Czasami na ścianach wiszą jakieś malunki, zrobione np. przez dzieci.

W opinii większości (zwłaszcza tej większości, która tam nigdy nie była) bar Anna to mordownia pełna wykolejeńców, życiowych nieudaczników, pijaczków, no żulów po prostu, ale to nieprawda. Każdy stały bywalec Anny jest klasą samą dla siebie i tylko tam można spotkać zarówno biedaka w walonkach jak i mężczyznę wysztafirowanego w błyszczące czarne buty, elegancki (choć nieco wytarty) smoking, biały szal i białe rękawiczki... grającego na automacie do gier i opowiadającego historyjki ze swoich podbojów w Paryżu czy Wiedniu.

Kobieta w barze Anna powinna być w towarzystwie mężczyzny po którym widać, że on tam z nią jest i będzie jej bronił. Bo czasem jest zaczepiana przez kogoś po jednym piwie za dużo, ale w przeciwieństwie do tego typu zaczepek w typowych, stajlowych pubach, zaczepka w barze Anna kończy się na lekko podpitym "a to przepraszam bardzo" gdy mężczyzna towarzyszący damie lekko odsuwa zaczepiającego ręką, co nie zawsze sprawdzi się na hajstricie.

Dla mężczyzn bar Anna bywa miejscem w którym sprawdzają nowo poznaną kobietę. Osobiście znam jednego, który zawsze do Anny zabiera swoje nowe dziewczyny i patrzy jak bar Anna wydobywa z nich kwintesencję ich charakteru - czy piją piwo z butelki, czy dziwią się herbacie podanej w staromodnej prostej szklance.

No i papuga. Nie można zapomnieć o legendarnej papudze, która była przyczyną zakazu palenia w Annie. Papuga źle znosiła dym z papierosów więc pani Anna zabroniła palić w środku. Nikt z tego powodu nie narzekał. Gdy papuga zniknęła (pewnie zmarła na raka płuc) nikomu nie przyszło do głowy palić z tego powodu.

To nie jest romantyczne miejsce, ale naprawdę jest pełne życiowych historii.  Nawet jeśli nie pije się przy jednym stoliku to i tak po kilku wizytach z Annie sporo się wie o perypetiach rodzinnych i zawodowych bywających tam ludzi, sukcesach ich dzieci i przegranych zakładach. I tylko tam mogę kupić piwo nieznajomemu jeśli prosi o nie słowami "mógłbym pójść na ulicę i w pół godziny zebrać 10 złotych, wtedy bym i pani postawił, ale dziś zimno jest".

To strasznie ciepłe miejsce.

wtorek, 30 listopada 2010, 4wymiar

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
-
2010/11/30 13:48:28
amjan, dokładnie.
-
2010/11/30 14:22:30
Świetny wpis. Powiedział mi więcej o Łodzi niż wszystkie artykuły o łowcach skór i mordercach europosłów. ;)
-
2010/11/30 14:30:58
fakt, jak czytam o jakiś sensacjacch, to zawsze miejscem zdarzeń jest Łódź, aż dziwi, że tam tacy fajni ludzie jak Ty czy Yeż mieszkają:) a tu prosze, taki klimacik:) jesli kiedyś wpadnę do Łodzi obiecaj mi, że zajrzymy do Anny:)
-
2010/11/30 14:43:50
tram, dziękuję. Anna się słabo nadaje na spotkanie biznesowe, ale na powinna być obowiązkowym miejscem dla każdego szanującego się turysty :)
mam nadzieję, że wpis powiedział, że Łódź_fajna_jest.
choć przypuszczam, że w stolicy też są takie niekomercyjne miejsca, które do stereotypu wawy nie pasują!

oksyd, dzięki, kochana. i oczywiście obiecuję. może Yeż też przyjdzie ;)
-
2010/11/30 15:11:46
Jest taki bar i u mnie w mieście. Osiedlowy. Pani Szefowa równie wszystko tam robi.
Na ubogo wyglądającym regale, prócz ekspozycji trunków w postaci pustych butelek, jest również skromna ekspozycja paru dodatków, które można kupić: jakieś chrupki kukurydziane, jakieś paluszki, i jeszcze bardziej jakiś słonecznik (można też kupić grzebień i zapałki). Do każdej z tych paczek przypięto za pomocą spinacza do papieru karteczkę (wyciętą z zeszytu w kratkę lub w linię) z wypisaną długopisem ceną.
Pani wstukuje te ceny na kalkulator, a wartość zakupu wpisuje do zeszytu.
Gdy zamówisz herbatę, dostaniesz ją w szklance w takim staroświeckim koszyczku żelaznym z uchwytem.
Jeżeli przy stoliku siedzi kilku mężów, to gaworzą sobie sielsko, gdzie zwykle jeden opowiada, a reszta potwierdza przez "Tak to kurwa jest..." lub zaprzecza poprzez "E tam kurwa". Jeżeli przy stoliku siedzi mężczyzna jeden, to nie mówi nic i wygląda na zmęczonego albo smutnego. Jeżeli na stoliku leży otwarta paczka orzeszków, znaczy to, że jeden z siedzących miał wypłatę, jeżeli nie - to wypłata była wczoraj.

Pani Szefowa regularnie rusza w teren z miotłą omotaną mokrą szmatą celem wymycia czystej podłogi. Wyraźną komendą instruuje kto ma się przesunąć się ze swym krzesłem, aby umożliwić jej dotarcie z miotłą do wszystkich zakamarków sali mieszczącej ledwo 4-5 stolików. Jedni usuwają się w milczeniu, inni z żarcikiem, który Pani Szefowa kwituje ciętą ripostą adresowaną imiennie, po czym żarty kierowane są na tego, którego Pani Szefowa skwitowała najdotkliwiej.

Gdy jeden z zacnych mężów stwierdza wszem, że musi już iść do domu, każdy z pozostałych spogląda na swój zegarek, po czym po chwili zadumy przynajmniej jeden z nich dodaje, że też za chwilę będzie musiał się żegnać i w tym celu idzie do baru zamówić "ostatnie piwo", zaś pozostali pytają tego pierwszego kiedy będzie, a on odpowiada, że o siódmej.
-
2010/11/30 16:07:37
Dopiero po opisie amjana zdałam sobie sprawę z tego, jak pogodną i optymistyczną kobietą jest 4ty.
-
2010/11/30 18:02:08
O, lepiej późno niż wcale :-) Bo Czwartek to jedna z najpogodniejszych i optymistycznych kobiet blogosfery.
-
2010/11/30 18:07:57
amjan,
na pewno jedna z najseksowniejszych.
-
2010/11/30 19:01:16
O sprawach oczywistych nie ma co dyskutować. Niech się cieszą Ci co jeszcze nie widzieli:
img186.imageshack.us/img186/8867/lezakowanieic1.jpg

Powinien się w końcu znaleźć internetowy odpowiednik Plejboja, który by najseksowniejszym blogerkom dobrą kasę oferował za sesję zdjęciową. A jest kilka takich, co to je bym sobie chętnie obejrzał...

@ Czwartek
Jak Ci będą oferować poniżej 40tys. to ich wyśmiej. No i odpowiedniego profesjonalizmu wymagaj, że jak np. też chcieliby Cię na leżaku, to żeby mieli własny, a nie żebyś musiała swój taszczyć.
-
2010/11/30 20:55:18
łeee amjan, skąd tyś wykopał to zdjęcie? masz w prywatnym archiwum? ;) fakt, niezła laska:) i mówi to kobieta! :)
-
2010/11/30 21:28:51
Ha!!! Sasasasa.
A co byś jeszcze chciała? Cycusia może? Tyłeczek? Wszystko jest, wszystko mam. :)

To może z grubej rury zaprezentuję jeszcze fotkę Czwartki zupełnie nagusieńkiej pod prysznicem (Dobrze, że chociaż ta piana na niej jej z grubsza łono zasłania):
A kliknę sę, zobaczę nagusią Czwartkę
-
2010/11/30 21:44:21
hehe, na ten numer byś niezła kasę zbił - każde kliknięcie 10 groszy i po chwili masz na piwo:) alboco:)
-
2010/11/30 22:32:43
bożu, Was na chwilę zostawić (drzemka okołowieczorna - zmęczona jestem walką z zaspami łódzkimi! ale i rozbawiona nieco sytuacją na drogach :D ) to zaraz się okazuje, że nie dość że jestem pogodna (to było interesujące) to do tego seksowna (z to było nieprawdopodobne)

amjan, zawał miałam. jak zwykle!
a Twój bar jest też fajoski. napiłabym się w nim miodowego ciechana z butelki, ale przez słomkę, którą bym namiętnie pogryzła. mają ciechana? słomki mają?
nie poniżej 40 tyś i nie własny leżak, roger that, over and out.
-
2010/11/30 23:02:40
Letnim wieczorem niechcący przejeżdżałam przez Lodź i właśnie te kamienice mnie zachwyciły. Chodziłam do "Żubra", potem był taki bar w Żuradzie. Teraz nie ma takiego miejsca w Olkuszu, chyba że "Witaminka" ale klimat gdzieś w sercu jak dym pozostał. www.facebook.com/#!/group.php?gid=101949399872700
-
2010/12/01 10:56:18
klaudyna, Witaminka to trochę nietrafiona nazwa do tego typu baru. kojarzy mi się, że soczki tam świeżo wyciskane podają ;)
ale może chodzi o taką właśnie zmyłkę ;)

Pamiętam, ze we Wrocławiu, oprócz tego że praktycznie mieszkałam wieczorami w Kalamburze, to bardzo lubiłam lokalną mordownię przy Placu Grunwaldzkim. W drzwiach wejściowych leżał tam zawsze stary rotwajler i trzeba go było okraczyć, żeby wejść do środka - niewielu się decydowało. Ale kultura była tam na niskim poziomie w porównaniu z Anną.
-
2010/12/01 22:01:29
my po pracy chodziliśmy do "Jasia i Małgosi" można było wypić piwko, pograć w szachy (kto potrafił) i pogadać sobie do czasu, az przyjeżdżał pociąg i towarzystwo musiało wracać do domu:) piękne czasy... już nie ma J&M i tych ludzi... odeszli z pracy i kontakt się urwał:/
-
Gość: susu, *.manroland.pl
2010/12/28 09:37:46
nieodżałowany bar Zachodni przy Wólczańskiej i Żwirki - szkoła życia i kwintesencja łódzkości