I am a kind of magic
Blog > Komentarze do wpisu

Czarny łabędź. The Black swan.

Niesamowity film kwalifikowany w gatunkach "dramat", "thriller", "psychologiczny". Według mojej zdolności oglądania - przede wszystkim thriller, bo wielu scen po prostu nie widziałam - nawet przez palce. Wystarczyły mi drgania i podskakiwania oraz przejęte/przerażone oczy Sis, z którą oglądałam "Black swan".





 Film Darrena Aronofsky'ego "Czarny łabędź"

Z niecierpliwością czekałam na "Czarnego łabędzia", przede wszystkim dlatego, że bardzo lubię Natalie Portman, która za tę rolę zasłużyła na Golden Globa, hands down, a mam nadzieję, że nawet na Oskara.
Film mnie po prostu zmiótł!

Opowiada historię baletnicy, Niny, wychowywanej przez nieco toksyczną matkę, która zrezygnowała ze swojej kariery tanecznej żeby urodzić Ninę. Zaszła w ciążę z jakimś mężczyzną decydującym o być albo nie być tancerek. Nie jest powiedziane czy był to ten sam Thomas, którym jest zafascynowana Nina.
Relacja pomiędzy matką a córką jest bardzo ciekawa, ale nie niezwykła. Matce nie udało się zrealizować marzeń każdej baletnicy i dostać roli królowej łabędzi, więc swoje pragnienia przelewa na córkę. Jest taka scena, w której matka przypomina Ninie, że dla niej zrezygnowała z kariery, a dziewczyna pyta z lekką pogardą czy wyższością (już wtedy było wiadomo, że dostała rolę swan queen) "jakiej kariery? miałaś 28 lat mamo i nigdy nie tańczyłaś solówki". W domyśle: "byłaś po prostu kiepska i ciążę ze mną pewnie przyjęłaś z ulgą, bo mogłaś się wycofać - miałaś dobrą wymówkę".
Gdybym była Niną nienawidziłabym matki, choć byłaby to nienawiść połączona z wdzięcznością, bo taka matka każdej baletnicy jest potrzebna - dbająca, rozumiejąca, wspierająca, dumna, wymagająca. Baletnice nie mają łatwego życia. W filmie nie dacie rady nie zwrócić uwagi na to w jakim stanie są ich ciała i stopy - umęczone, powykrzywiane, chude, łamliwe, nieludzko zdeformowane.

Swoją drogą, jestem ciekawa na ile Portman była dublowana w scenach tańca. Pointy to naprawdę wcale nie taka prosta sztuczka... Wszystko to co tak podziwiam w balecie, całe to jego piękno i lekkość, okupione jest nieludzkim traktowaniem swojego ciała. Uczęszczałam jako dziecko na zajęcia baletowe to wiem co mówię.

Wracając do matki i córki - gdy Nina w swym szaleństwie zrozumiała, że nie zabiła swojej koleżanki, mrocznej Lily, tylko zraniła siebie (jak się okazało - śmiertelnie) byłam bardzo niezadowolona z zakończenia. Uważałam, że to matka powinna leżeć martwa w jej garderobie, z kawałkiem lustra w trzewiach. Ktoś powinien być odpowiedzialny za szaleństwo Niny a jej matka była idealną kandydatką. Do tej pory część mnie chce wierzyć, że to matka była odpowiedzialna za zadrapania Niny - przeniesiony syndrom Munchausena - choć wiem, że to stłamszona natura młodej baletnicy, cierpiącej bezsprzecznie na jakąś formę rozszczepienia osobowości, zadawała jej rany bo chciała wydostać się na świat.
Jednakowoż po przemyśleniu sprawy, przyznaję rację reżyserowi - Nina sama się wykończyła. Zostało wyraźnie powiedziane przez Thomasa, że "jedyną osobą stojącą na drodze do Twojego sukcesu jesteś Ty sama". Banał.

"Czarny łabędź" to film w którym dostrzegam przede wszystkim dwie kwestie: dążenie do doskonałości i niekompletność istoty ludzkiej, która prowadzi ją do szaleństwa.
Bo Nina jest niekompletna jako człowiek. Jest idealnym "białym łabędziem" - delikatna, opanowana, dobra. Nie objawia żadnych złych, mrocznych cech, nie potrafi być "czarnym łabędziem" - uwodzicielskim, mrocznym, niebezpiecznym stworzeniem. Kontroluje się zawsze, bo tak rozumie perfekcję, podczas gdy perfekcja to nie tylko kontrola ale też umiejętność jej utracenia.

Cały film to właśnie ta walka o ujawnienie się "czarnego łabędzia".
Przemiana zaczyna się na dobre gdy w wieczór premiery Nina krzyczy do nadopiekuńczej matki "ja nie dam rady? jestem królową łabędzi!" a mroczna natura Niny objawia się w pełni w cudownej scenie przemiany tej kobiety w czarnego łabędzia - wyrastają jej skrzydła i tańczy jak nikt nigdy wcześniej nie tańczył. "Czuje to" - jak sama mówi Thomasowi w chwili śmierci. Czuje tę doskonałość bycia kompletnym człowiekiem - białym i czarnym łabędziem.

Cholernie sugestywna walka dwóch ludzkich twarzy, które w swej pełnej krasie nie mogą koegzystować w symbiozie w jednym człowieku. Można być albo czarnym albo białym łabędziem; można być czarnym z domieszką białego, białym z domieszką czarnego, ale być białym i czarnym a raz - nie da się nad tym zapanować. Nie można wtedy przeżyć. Ale najgorsze co można zrobić to kompletnie ignorować drugą naturę, dążyć do źle pojętej perfekcji w jednym tylko kolorze.

Chciałbym być - jak Nina - choć przez chwilę doskonała; choć przez chwilę być i białym i czarnym łabędziem. Nigdy szarym ptakiem wtapiającym się w szereg.
Czy za cenę życia?
Tak.

Ocena filmu: 5/5
poniedziałek, 24 stycznia 2011, 4wymiar

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2011/01/24 20:33:25
tak, tak, tak, świetny film, zarówno pod względem fabuły i akcji, poprzez kreację postaci do efektów specjalnych i sposobu kręcenia.

Powrót z kina do akademika był trudny, z powodu miękkości w nogach. I kręcenia się w głowie. Majstersztyk.
-
2011/01/24 20:47:51
Ejno, laska, mogłaś uprzedzić, że zdradzasz fabułę. Pfff.
-
2011/01/24 20:53:16
chrzan, ja na szczęście wracałam do domu samochodem ;)

amjan, cheri! nie zdradzam żadnej fabuły. słowem nie wspomniałam o lesbijskich scenach portman i kunis; nie zająknęłam się o winonie ryder trzepiącej sobie twarz pilniczkiem do paznokci i całej tej standardowej pseudorywalizacji dwóch tańcerek, z których jedna jest idealna na białego a druga na czarnego łabędzia.
skupiłam się na moim rozumieniu tego filmu.
-
2011/01/24 21:44:35
Aronofsky ma niebywały talent do wypluwania człowieka na ulicę w pół-amoku, pół ogłuszeniu. Udało mu się też ze mną, mimo że prawie całą długość broniłam się przed tym filmem złością - że klisze, że epatowanie, taniusia symbolika. I rzuciłabym o tym filmie bez wysiłku w powietrze, że to tylko holiłudzki rimejk Pianistki, gdyby nie finałowa sekwencja, po której rzucić mogę tylko arcydziełem. Albo sobą wyplutą. Całą drogę do domu rozważałam, kiedy i mnie przyjdzie zwariować. Może lepiej załatwić to od razu.

Ładnie przewrotne było, że Nina, żeby stać się czarnym łabędziem czyli poczuć swoją ciemną stronę, musiała ją w sobie zabić.
4,
a nie miałaś wrażenia, że w finale biel mutuje się w kolor trupiej zaciętości, że nie zostało jej nic łabędztwa, że jednak Nina wciąż jest w jednym kolorze? Tylko że tym razem kolor ten bierze się z jej decyzji, z otwartego cięcia, zamiast boleśnie prześwitywać przez nieszczelne pory w idealnej, śnieżnej skórze.
-
2011/01/24 21:57:05
melle, "a nie miałaś wrażenia, że w finale biel mutuje się w kolor trupiej zaciętości, że nie zostało jej nic łabędztwa, że jednak Nina wciąż jest w jednym kolorze? "
nie. przedostatnie wejście to taniec czarnego łabędzia - majstersztyk zakończony chamskim wręcz pocałunkiem na Thomasie i te jej OCZY. ostatni taniec to znowu biały łabędź i cudownie biała Nina - delikatna i zapłakana, zdruzgotana ale pogodzona ze śmiercią.
-
2011/01/24 22:21:23
O nie, teraz to ja już tych komentarzy nie czytam. Walcie się.
-
2011/01/24 22:22:27
Hm, dla mnie kolory finału mają się nijak do tych wcześniejszych, mdło oczywistych, odbijanych to w szybkach, to w ciałach aktorek. Tracą swą jednoznaczność nabierając nowej, wspólnej świetlistości odbierającej alternatywie rację bytu. W ostatnim tańcu nie poznałam żadnej z wcześniejszych twarzy Natalie.
Która, czego nie napisałam wcześniej, Jest Zachwycająca - od pierwszej do ostatniej sceny.
-
2011/01/24 22:23:01
amjan, i vice versace!
-
2011/01/24 22:26:44
melle, kompletnie mnie zgubiłaś :)

i już doczytałam, że Natalie była baletnicą, wiec duble odpadają. szacun :)
-
2011/01/24 22:32:31
amjan,
pooglądaj sobie w tym czasie ładnie twlewizję:
www.youtube.com/watch?v=5-MUc3xNphU

4, po prostu inaczej oglądamy, co fajne. Widzę to tak, że na końcu nie ma dobre-złe, zmysłowe-zasuszone.
A kobiety ponoć tym różnią się od mężczyzn, że znają się na kolorach. :)
p.s. dotąd wcale nie lubiłam Natalie ani z grania ani z wyglądania, więc to, że teraz przed nią klęczę świadczy o tym, jak jestem omamiona.
-
2011/01/24 22:37:54
melle, tak to bardzo fajne. i ciekawe.
a jak Ty właściwie oglądasz filmy? na co zwracasz uwagę? co obserwujesz w filmie i w sobie podczas oglądania filmu?
do p.s. zawsze kochałam Natalie. fakt, że usłyszałam od dwóch osób, że jestem do niej podobna nie ma tu nic do rzeczy ;P
-
2011/01/24 22:41:36
Mi Natalka się zawsze podobała. Film może kiedyś obejrzę.
Uwielbiam ją w wywiadach, jest taka cicha, skrępowana, to przeurocze:
www.youtube.com/watch?v=jOVq_UL48o0
Czwartuś, Twój wywiad ze mną by tak wyglądał. Byłoby byczo.
-
2011/01/24 22:55:58
amjan! "Twój wywiad ze mną by tak wyglądał. Byłoby byczo."
jestem głęboko przekonana, że chciałeś powiedzieć: "mój wywiad z Tobą..." bo chyba nie miałabym być tym brodaczem, kiedy mogłabym być tą pięknością z Wizzem!
no mon dieu, no!
shall i go and practise being cute and shy? ;)
-
2011/01/24 22:56:52
4,
najbardziej to lubię filmy, które pozwalają mi być nimi. Nie wybijają mnie co chwila z tej cudownej nieświadomości, którą daje tylko kino, zwracaniem uwagi na jakąś techniczną czy scenariuszową nieudolność. Lubię móc nie zwracać uwagi na nic, tylko chłonąć. Tak mi się robi od oszczędnych, małych filmów wybuchających sensami, nastrojami, emocjami mimochodem, z niczego. Ostatnio "Jestem miłością", choć może jest nienajlepszym przykładem, bo ma w sobie męczącą mechanikę, która wytrąca na zewnątrz.
Filmowo jestem bezgranicznie romantyczna, potrzebuję projekcji-identyfikacji, żadnego siorbania popkornu.

amjan,
widzisz się tam w roli pieseczka?
-
2011/01/24 23:02:48
@ melle
W roli tego owczarka niemieckiego? Tak, widzę się u stóp takiej Pani. Mmm.

@ 4
Nooo, o to mi chodziło. Poćwicz bycie słodko-confused. Oui.
-
2011/01/24 23:07:24
melle, też lubię chłonąć.
chodzisz do kina sama, czy zawsze z kimś? czy różnie?

amjan, poćwiczę. w bikini ;)
-
2011/01/24 23:42:41
amjan,
mylicie się obaj z Zachem, na pierwszy rzut widać, że to czystej krwi nowofunland. To, że Natalie jest zbyt cute and shy, żeby o tym wspomnieć nie oznacza, że nie powinniście wziąć się choć trochę w garść, chłopaki.

4, na każdy sposób i na różne filmy z różnymi ludźmi. Im większa szmira, tym większą chmurą. Łódź kojarzy mi się z czystym kinowym stadnym transem.
Choć wolę niespodziewanie, z kaprysu niż planowanego umawiania. Poza tym wychodzę z pracy prosto na ulubione kino, więc w poniedziałki głównie sama, jak dziś, z rozpędu, otrzepując szybko głowę z nieruchomego powietrza. Śmieszne, że dla tak wielu ludzi pojedyncze kino jest tabu. Też tak masz wokół siebie?
Bardzo lubię zwiedzać obce kraje przez ich kina.
Chciałabym mieć jedno na własność.
-
2011/01/24 23:51:38
melle, kinomanka, widzę :)
ja lubię do kina sama. teraz jak mam blisko, to też potrafię 15 minut przed seansem zdecydować, że idę. i idę.
ale masz rację - w kinie pojedynczy okaz oglądacza to rzadkość
"Im większa szmira, tym większą chmurą" - będę to w sobotę przerabiała w sprawie "Och, Karol 2" ;)
-
2011/01/25 00:06:37
@ Melle
"Śmieszne, że dla tak wielu ludzi pojedyncze kino jest tabu."
- Bardzo ciekawy temat podejmujesz. Bo faktycznie tak jest (że to tabu i że to śmieszne). Otrzymałem jakiś czas temu dwa darmowe bilety - wciąż do wykorzystania - i planując pójść dzięki nim na dwa filmy, a nie jeden, zastanawiałem się właśnie nad tym pojedyńczo-kino-chodźstwem. Szczególnie w świetle pytań: "O, masz dwa bilety? Kogo zabierzesz?"
Pfff, kogo... siebie.
-
2011/01/25 00:53:46
4,
kinomanka
ćpunka/meduza w prądzie przeznaczenia - niezależnie od interpretacji nie ma sensu walczyć. wiesz doskonale, jak z czytalstwem.
ja lubię do kina sama
to jest taki bardzo szczególny rodzaj zanurzenia w zbiorowej intymności, bez porównania z czymkolwiek innym.
Och Karol
jedynka naznaczyła mi kiedyś autokarową przechadzkę na Zachód gdy był jeszcze "Zachodem". Była to epoka gdy podróżni wygrywali na swoich podróżnych pomidorach symfonie, o których nie śniło się filozofom. Twój horyzont wzrusza mnie więc do krwi, mimo że Adamczyk to bufon pierwszej wody. Mam nadzieję, że zrobicie z tego użytek wzbudzając zniesmaczone syki współoglądaczy.

[Aha, doprecyzuję: mieć kino głównie po to, żeby układać repertuar z czarnych liter jak tu (koło1min15s) www.youtube.com/watch?v=5-MUc3xNphU ]

amjan,
ba, tabu są z reguły komiczne.
Też bym się nie dzieliła tylko wykorzystywała bez zahamowań.
Wspólne kino jest tylko o tyle warte, że możesz doświadczyć tego samego osobno ale równocześnie, ramię przy ramieniu a potem podzielić się błyszczącymi oczami - natychmiast, póki się nie wyżarzą. Bo gadanie o tym jest jakimś nietaktem, chyba że to "Karol" albo inny "Turysta" ze zjawiskową'Andżelą'która'się'przechadza. Dziewczyna narobiła dużo złego w moim życiu, obudziła mi chrapkę na Wenecję. Chyba zostanę szpiegiem.
-
2011/01/25 01:03:42
Tutaj szalenie trafne jest pytanie onegdaj popularyzowane przez jedną ze stacji radiowych: "Do kina czy na film?". Właśnie o to chodzi.

o_O

Czwartek chrapie!! Hahaha!! Ale jaja.
-
2011/01/25 01:16:00
amjan,
nie, nie, nic nie zrozumiałeś. Albo ja inaczej rozumiem przywołany przez Cię werset. Choć nawet jeśli, to i tak Twoja wina - w obu sytuacjach przecież szło o film. Skoncentruj się.

Czwartek chrapie
etam,
ona ćwiczy w najlepsze bycie shy - bezgłośnie niewzruszona, tylko przewraca wymownie oczami po swoim Wizzie.
-
2011/01/25 01:24:44
No nie. W jednej sytuacji szło o film - w drugiej o kino. Nie bądź Melle Gibson, no, zajarz.
-
2011/01/25 01:30:14
Fuj, zaczynają się wyzwiska. Już teraz nie umię. Zafiksowałam się.
-
2011/01/25 01:42:53
Tobie, karMelleko, dobranoc:
www.youtube.com/watch?v=GWpV7L4YHuU
Pozostałym dzień dobry.
-
2011/01/25 08:24:17
melle, pewnie miałabyś kino tzw. offowe. Coś jak Charlie w Łodzi.
Charlie to jest dopiero gratka. Człowiek przychodzi, a tam zimno zimą, gorąco latem, fotele nienowe, ale dużo miejsca na nogi. Dźwięk mocno takisobie.
Ale nigdzie indziej w Łodzi nie można było zobaczyć np. "the limits of control" :)

Admaczyk bufon? hm. nie znaju. Wiem, że największym bufonem polskiego kina jest obecnie w moich oczach Szyc. Za króla wafla nie pójdę na żaden film z tym tłuściutkim umizgiem, bo bym rzygała jak moja przyjaciółka w ciąży na widok czarnych kurczaków.
------------

amjan, "Czwartek chrapie!! Hahaha!! Ale jaja." no no1 zważaj waćpan na słowa pochopne! PRANIE WIESZAŁAM. skromnie - dwie pary skarpet i koszulkę nocną.
-
2011/01/25 09:31:20
Ech... nic nie napiszę. Nic mi nie przychodzi do głowy. Najbardziej zainteresowało mnie, o co pytał Zach Natalie w swoim wywiadzie, bo z pojedynczych słów, które wychwyciłem i z miny aktorki wnioskuję, ze było ciekawie... Może jakieś subtitles, or movie script do tego intrygującego filmiku?
A Szyc dobrze się zapowiadał, ale zgwiazdorzył się za szybko.
-
2011/01/25 09:43:42
alex, Zach pyta m.in. "you shaved your head for "V for Vendetta" did you also shaved your V for Vagina?". oprócz tego upewnia się, że Wizz to owczarek niemiecki. reszta dotyczy jakichś szczegółów z bikini i jej numerem telefonu w tle.
ciekawa formuła wywiadu, prawda?

Szyca nie lubię tak bardzo jakby co najmniej mnie przeleciał i an drugi dzień nie zadzwonił
-
2011/01/25 15:03:49
Interesujący wywiad, bo to nie wywiad właściwie. Facet robił sobie permanentnie jaja z gwiazdy - słowem i drobnym, ale zauważalnym gestem. Na koniec powiedział coś o Wizzie, co wydaje mi się, że zrozumiałem, ale może mi się wydawało :)
Warto zauważyć, że Natalie przełknęła to wszytko w miarę spokojnie, nie obraziła się, nie "oddaliła z godnością".
Dzięki za wyjaśnienia.
-
2011/01/25 15:41:45
Alex, dziewczę, ja Ci szybciutko zrobiłem tłumaczenie. Obejrzyj sobie teraz:
www.youtube.com/watch?v=H6nT1t0GtKI
Ino YouTube coś te chmurki z opóźnieniem wyświetla, dziad. W edytorze zrobiłem idealnie.

Czwartek, "did you also shaved" - wstydź się.
-
2011/01/25 15:49:53
alex, ja myślę, że ten wywiad był tak "ukartowany" ;)

amjan, spuśćmy zasłonę... :(
-
2011/01/25 16:11:02
Ale lipa!!! Zablokowali mi ten filmik za brak praw autorskich :(
Wrzucam je jako prywatne, może wtedy będzie można oglądać. Tyle pracy...
Ino się "zakumplujcie" z użytkownikiem Zamaian. To ja.
-
2011/01/25 16:22:04
Dupa, nie da się, YouTube mnie nienawidzi.
W ogóle o co chodzi z tymi podwójnymi komentarzami?

@ 4
"ten wywiad był tak "ukartowany""
- Sama jesteś ukartowana.

"amjan, spuśćmy zasłonę..."
- Ooo, grrrrau. Okej, Ty zapal świece i włącz muzykę, ja otworzę wino.
Będę Cię częściej poprawiał, skoro Cię to tak pobudza. Pysznie!
-
2011/01/25 20:28:02
amjan,
"W ogóle o co chodzi z tymi podwójnymi komentarzami? "
też się zastanawiałam i mi wyszło, że blox mnie nienawidzi (coś jak Ciebie youtube) i mi robotę kasownika daje...

"Ty zapal świece i włącz muzykę"
skończyły mi się :( musimy po ciemku, chlip

"Sama jesteś ukartowana"
uhm, tak. jak wywiad
-
2011/01/26 01:35:06
[przepraszam za śmietnik, dobrze, że wcisnęłam dziś jeszcze z sentymentu ten link. Czarne litery w minucie z kwadransem miały być tu: www.youtube.com/watch?v=OzXOqNunPNA&playnext=1&list=PL46242112F454809D&index=2 Poprzedni link nie pokazywał nic poza kunsztem mojej precyzji neurochirurga ze spalonego teatru. Następnym razem bijcie mi łapy za takie.]

amjan,
dziękuję, rozpuszczasz moją cukierkowość tymi pomocnymi, jarzącymi płomyczkami. Tym bardziej dławi mnie winna świadomość, że mimo nich moja domyślność od wczoraj została ciemna jak krematoryjny piec siedemdziesiąt lat po wojnie.

4,
o, Charlie ma swój studyjny wdzięk, ale ja zaproszę Cię do takiego kina jak to wyżej. Właściwie będziesz miała w nim swoją lożę. Ładnie wyeksponowaną pośród wypieszczonego glamuru. Będzie jak trzeba - świątynnie i z dekoltem. Repertuarowo specjalizować się będziemy w ściachanych z utuba produkcjach amjana i innych utworach zależnych niezależnych twórców.
A, Szyc to cinkciarski kabotyński kogutek, Adamczyk wymyślił sobie i jechał przez lata na emplua pomazańca polskiego romantyzmu - przeciwne typy ale oba wymagają nadęcia. Liczę, że zmęczą wreszcie wypięte płuca i zaczną korzystać z mocnych, prostych przepon. Może wtedy przestanie mi brzęczeć w jednym uchu papieżem, w drugim dyskotekowym dżolem.
-
2011/01/26 01:46:01
właśnie! coś pysznego na nocne mydlenie oczu:
www.youtube.com/watch?v=IBk0-43GIdY
-
2011/01/26 08:02:01
@ Mel Le Gibsą
Ano, Adamczyk chciał zostać Szopenem kinowej estrady, a Szyc już tam tańczył w holu.
No, to teraz już wszyscy wiedzą.
-
2011/01/26 08:31:51
melle, ano właśnie ja wtedy zapomniałam zapytać co z tymi literami czarnymi a teraz widzę. Ale tak właśnie sądziłam, że chodziło o ręcznie zawieszany repertuar na okrągłym gzymsie :)
LOŻA, moja własna loża! nooo, to ja użyję wszelkich swoich wpływów, żebyś Ty to kino miała!
-
2011/01/26 13:11:57
Amjan,
Dziecko drogie, skoroś się już napracował, to może wyślij mi pliczek z filmikiem na alex-2001@gazeta.pl, co, kochanieńki? ;)

Myślę, że Natalie wiedziała w co się pakuje, idąc na ten wywiad, ale nie sądzę, żeby znała pytania.
-
2011/01/26 13:11:57
Amjan,
Dziecko drogie, skoroś się już napracował, to może wyślij mi pliczek z filmikiem na alex-2001@gazeta.pl, co, kochanieńki? ;)

Myślę, że Natalie wiedziała w co się pakuje, idąc na ten wywiad, ale nie sądzę, żeby znała pytania.
-
2011/01/26 17:04:18
@ Aleks
Udało się! Posłałem. Możesz teraz dziołcha obejrzeć.

@ 4wym, melle
Wam też posłałem, żebyśta mi się nie biły czy co, bo to z dziewczynami nigdy nie wiadomo.

@ melle
A ten Bowie to z jakiego filmu? Pewnie nawet nie wiesz...
-
2011/01/26 21:58:23
4,
no. Dobrze, że się rozumiemy. Możemy nawet obstalować w Łodzi - macie tam u siebie parę fajnych, obłych, pofabrykanckich budyneczków, nadałyby się do moich napisów. Skombinujesz?

amjan,
hm, przed 22 mogę powiedzieć tylko, że z takiego, co był rimejkiem tego. Daję link tekstowy a nie wideo, bo miał git fabułkę.
-
2011/01/26 22:09:56
amjan, sęk ju [bow]

melle, a wiesz, że myślałam że jak skończę ze strychem [zakładka STRYCH] to chciałabym jakiś pofabrykancki budyneczek? nie miałam na niego planu, a tu proszę - plan znalazł mnie ;)
-
2011/01/28 18:23:28
Niesamowity, brak mi słów.
-
2011/02/23 23:00:39
Również oglądałam niektóre sceny przez palce. Film był świetny, trochę psychodeliczny, wyszłam z sali poruszona, lekko wstrząśnięta, zadowolona. Samo zakończenie przewidywałam, choć kilka scen przed oczywiście nie.
-
2011/02/25 20:58:12
Po czasie ale dorzucam, bo fajny komentarz: film.wp.pl/id,28595,rid,63536,title,Labedzie-piruety,type,editor,film_recenzja.html?ticaid=1bd8d&_ticrsn=3
Choć do tej 'Pianistki' w życiu nie oddam praw autorskich Żurawieckiemu!