I am a kind of magic
czwartek, 29 listopada 2007

I tak się nie boję!
Kolorową włożę zbroję
Włosy w kucyk zwiążę
W twoim gównie cię pogrążę!

I tak się nie boję!
Chętnie nerwy twe rozstroję
Zawsze jestem krok przed tobą
Bo ja ciągle jestem sobą!

I tak się nie boję!
W dupie mam twą paranoję
Zaraz potnę cię ciach ciach
Morda w kubeł, głowa w piach!

/ listopad 2007 /


"Psychodelika" obraz namalowany przez moją Sis.
Sold.

13:00, 4wymiar , Tfó
Link Komentarze (26) »
środa, 28 listopada 2007

Pochłonięci walką ludzie zapominają często o co walczą i nie widzą, że czasem, walcząc czy nie, znajdą się w tym samym miejscu.
Naucz się wybierać swoje bitwy; bitwy na miarę swoich sił, a przystępując do wojny pamiętaj, że niektóre z walk możesz przegrać.
Szach... Twój ruch... szach mat. Linia ciągła. Baj baj.

Teoria walki.




Okno mojego domu na Westwood w Nottingham, poranek po włamaniu.

wtorek, 27 listopada 2007


Nie gryzę
Ale zjadłabym Cię

Nie biję
Ale zabiję Twój opór

Nie kłamię
Ale Ty się oszukujesz

Nie biorę
Ale zawsze oddaję

Nie daję
Ale czasem zadaję

Nie kocham
Ale tylko innych

/30 wrze 2007 /



09:21, 4wymiar , Tfó
Link Komentarze (11) »
poniedziałek, 26 listopada 2007

Panie B.!
Mam do Pana sprawę najwyższej wagi i powagi. Jest takie miejsce na ziemi, w którym KAŻDY mur jest popisany (mam wrażenie, że jest to punkt "honoru" i tradycja w tym mieście), pracownicy pogotowia podają swoim pacjentom pawulon, zmieniając ich w ofiary walki o klienta a dzieci złych rodziców „mieszkają” w beczkach.
Byłam tam w zeszłym tygodniu i pomyślałam, że powinieneś wziąć Żywcem Do Nieba każdego mieszkańca tego ponurego miejsca, który nie poddaje się jego destrukcyjnemu, depresyjnemu, frustrującemu wpływowi i jest W-Miarę-Normalny.

4wymiar, Służebnica Twoja

[ Subiektywnie - ja bym to miasto zaorała ]




Łódź. 18 / 11 / 2007. 100m od Placu Wolności.
Zielone światło do Nieba...

sobota, 24 listopada 2007

X - Kochanie, chcę pojechać na Malediwy...
Y - Słyszałem, że są tam tak piękne kobiety, że można kark skręcić od oglądania się za nimi.
X - A mężczyźni?
Y - Nie mam pojęcia, to ty się interesujesz mężczyznami, nie ja.
X - No to na czas pobytu wprowadzimy sobie krótkie zawieszenie broni...
Y - Czego?
X - Związku! Zawieszenie związku!

[ ufff, było blisko ;)) ]

piątek, 23 listopada 2007

Nakładam krem środkowym palcem prawej dłoni
Mam cienie do powiek w trzydziestu kolorach
Cztery kremy do twarzy, dwa do oczu
Pięć odcieni pudrów, jeden róż, pudełko magicznych kulek brązujących
Około dziesięciu szminek, pomadek, błyszczyków
Jeden tusz do rzęs, na który nie jestem uczulona
Białą i czarną kredkę do oczu
Zalotkę, cztery różne pędzelki i grzebyczek do rzęs
Piętnaście lakierów do paznokci
Czterdzieści par kolczyków
Trzy flakony markowych perfum

Czy ktoś mógłby mi podpowiedzieć co ja mam z tym wszystkim zrobić?



czwartek, 22 listopada 2007

Pogrążona w bagnie melancholii
Ledwo słyszę bicie swego serca
Zatopiona w codziennej nicości
Na świat przez taflę obojętności
spozieram
Tu gdzie jestem już byłam
Tam gdzie idę jeszcze mnie nie ma


/ 22 października 2007 /



17:20, 4wymiar , Tfó
Link Komentarze (14) »
środa, 21 listopada 2007

Nowy mąż mojej starej przyjaciółki ma gospodarstwo. W sumie ona też je teraz ma... Świnki, trochę pola ze zbożem i burakami, teść i teściowa.
I traktor :-)
Ten traktor przestał w zeszłym tygodniu jeździć. Stanął na środku podwórka i ni chuchu dalej nie pojechał. Mąż mojej przyjaciółki rozpoczął swój taniec paniki z zaciekłością godną głuszca zdobywającego swoją głuszczkę ;-)
Przeżywał wszelkie najgorsze scenariusze - wyobraźnia podpowiadała mu, że traktór będzie trzeba poddać generalnemu remontowi i wyliczał koszta tegoż. I się doigrał - moja przyjaciółka opieprzyła swojego nowego męża, bo kobita panikowania bez powodu nie znosi jak ja nie znoszę surowego mięsa mielonego. Nakazała mu spokój i cierpliwe wyczekiwanie na fachową opinię traktorowego mechanika. Nie wiem co przeżywał w samotności swego umysłu mąż mojej koleżanki, ale pomyślałam wtedy:

jeśli nie umiesz o czymś myśleć pozytywnie, nie myśl o tym wcale.




poniedziałek, 19 listopada 2007

[Pierwsza część "Zory"]

Każdy człowiek rodzi się z wiedzą absolutną. Wchodzi w jej posiadanie w momencie gdy po raz pierwszy otwiera oczy i traci ją bezpowrotnie, gdy po raz pierwszy je zamyka. Pozostaje mu tylko wrażenie, że ją miał. Więc przez całe życie się uczy. Chce znowu otworzyć oczy po raz pierwszy i nigdy już ich nie zamknąć.


Zora.
Paweł popatrzyłby na niskiego grubego chłopca, który otworzył mu drzwi, ale nie mógł oderwać oczu od Zory. Stała do niego tyłem. Właściwie nie wiedział na co patrzy. Na nagą, piękną Zorę czy na krwawe, zmasakrowane, ludzkie zwłoki, które rwała gołymi rękoma. Był za to pewien tego co słyszał. Mlaskanie. Zora zastygła w bezruchu i słyszał jak nabiera powietrza. Wdychała je tak intensywnie, że zaczęło mu go brakować. Dusił się. Zora odwróciła się i takiego widoku naprawdę się nie spodziewał. Była piękna! Piękna jak nigdy. W życiu nie widział piękniejszej kobiety. Bardzo powoli szła w jego kierunku i tym razem wiedział na co patrzeć. Na jej piersi, włosy, ramiona, biodra, kolana, stopy, jej nagość, jej kobiecość. Jej oczy. Posiadła go spojrzeniem.
„Zamknij oczy i dotknij mnie”. Zrobił jak mu kazała. Jej skóra była szorstka, twarda i pokryta kolcami. Odepchnął ją i z przerażeniem stwierdził, że jego dłonie krwawią. Bał się. Jej oczy. Czy ona kiedykolwiek przestawała patrzeć? Z każdą chwilą stawała się doskonalsza. Nie mógł zrozumieć co czuł przed chwilą pod palcami.
Roześmiała mu się w twarz.

Paweł otworzył oczy.

Nauczył się ją dotykać – i z zamkniętymi oczami, gdy jej ciało zmieniało się i raniło jego dłonie, a jej ostre zęby zostawiały na nim głębokie rany – i z otwartymi oczami, gdy była doskonała. Do mlaskania też się przyzwyczaił.

-
Jestem Szeptarką. Szepczę historie, które słyszę od drzew.
Nie spodziewajcie się nigdy niczego od kogoś, kto nigdy w życiu nie zamknął oczu.


sobota, 17 listopada 2007

Moja koleżanka jest piękna.

Chociaż tak naprawdę nikt nie wie jak wygląda, bo nikt jej nigdy nie widział bez makijażu.
Wliczając w to jej męża. Wzięli ślub 3 lata temu, a K. nadal nie wie jak wygląda prawdziwa twarz jego żony!
Jak ona to robi? Ano po prostu: rano wstaje zanim K. się obudzi i oprócz śniadania, przygotowuje dla niego (?) swoją nieskazitelną buzię, a wieczorem zwykle kładzie się spać po nim, a czasem popełnia zbrodnię nie zmywania makijażu!
Dlaczego to robi? Nikt nie wie. I już właściwie nikt nie pyta. Nie znam też nikogo, kto by to potrafił zrozumieć...

"Bacause you worth it" - sztandarowe hasło ulubionej firmy kosmetycznej M. 
Czy jej mąż też jest tego warty?

/ mam fajne koleżanki :-) /



 
1 , 2 , 3