I am a kind of magic
sobota, 31 marca 2007

 

Od kilku dni mam nieprzyjemność trafiać na durne stwierdzenie: “samotność jest naszym najlepszym przyjacielem”. No ludzie, jak można być debilem, który w to wierzy i powtarza i myśli, że głębia w tym jest? Bo to takie niby romantyczne, że samotność pozostaje jak wszyscy odejdą, bla bla bla, nigdy nie odejdzie bla bla bla, wierna jest jak ten pies bla bla bla.
Rzygać się chce!

Samotność NIE jest przyjacielem!! Spróbujcie sobie pogadać z samotnością, poradzić się jej, wypłakać, pójść z samotnością zarywać ciacha albo podrywać cizie. NIE DA SIĘ!!

Nikt samotności nie chce i nie pragnie by przy nim była. Mieć czasem tzw. “święty spokój” – owszem, ale samotności nie chce nikt!

Większość ludzi po prostu boi się samotności. Czy przyjaciela się boicie? Czy robicie wszystko, żeby Was nie dopadł?
Samotność NIE jest naszym najlepszym przyjacielem!!


czwartek, 29 marca 2007
Uporządkujmy podział mężczyzn ze względu na cechy fizyczne, zwane URODZIWOŚCIĄ.
środa, 28 marca 2007

“Ta trzecia” – ładne określenie na kurwietę, która jest na tyle słaba, że nie może się oprzeć mężczyźnie, który jest w związku ale na tyle silna, że znosi dzielnie swój “los”. Jak już wie…

“Ta trzecia” ma wybujałą wyobraźnię – wyobraża sobie głównie, że nie jest niczemu winna oraz, że mężczyzna, który z nią zdradza swoją partnerkę w końcu od tejże odejdzie by być z kurwietą “naprawdę” szczęśliwy.



X: Wiesz jak poznać czy kobieta udaje orgazm?

Y: No jak?

X: Nie wiem, jesteśmy w tym zajebiste…

 

Ktoś wie???

wtorek, 27 marca 2007

W nadgarstkach…. Pan Doktor się ucieszy, że o siebie dbam ;)


“… czasem słowa ranią mnie”

 

I ciągle żądam od życia więcej niż mi daje…



Lot nr 1979 do Dublina

...czyli są linie lotnicze i Ryan Air, który jest klasą samą dla siebie, bo przyjąłem że skali ujemnej nie ma.

 

Zaczęło się w czymś co szumnie a niezasłużenie nazywane jest Portem Lotniczym Lublinek w Łodzi (o tym innym razem) komunikatem: „pasażerów odlatujących do Dublina informujemy, że samolot Ryan Air właśnie wylądował” (40 minut za późno).
Pomimo tego, że w samolocie miejsce zidentyfikować jest łatwo (rzędy mają numery, a poszczególnym w nich siedzeniach przyporządkowuje się zwyczajowo litery od A do E), Ryan Air nie robi użytku z tego gadżetu, więc każdy siada tam gdzie chce, czyli w praktyce tam gdzie może co jest przyczyną pierwszego zamętu na pokładzie. W moim przypadku nie było inaczej. Niestety obsługa samolotu nie wiedziała również z jakichś względów ilu jest pasażerów w moim rejsie, więc zablokowała kilka przednich rzędów „ze względów technicznych” Efektem tego było to, że po pozostawieniu swojego bagażu podręcznego w szafce z przodu, bo to akurat pozwolono mi zrobić, poszedłem usiąść gdzieś w środku samolotu, a pasażerowie wsiadający za mną byli usadzani „dowolnie” w okolicach rzędu 25‑30. Zapewne po to by ci, którzy wsiadali na końcu tylnymi drzwiami, po pozostawieniu swoich bagaży z tyłu maszyny mogli zostać usadzeni z przodu w uprzednio zablokowanych rzędach. O ubijaniu i ugniataniu bagażu nie wspomnę, bo mogliście przecież drodzy pasażerowie wziąć mniejsze bagaże podręczne ;)

Cieszyć się więc pozostało z tego, że polskiej obsłudze pozwolono używać ojczystej mowy, bo główny steward był Hiszpanem, a jego angielski przypominał bełkot rozdeptywanego kanarka umieszczonego w rurze wydechowej sportowego bolidu (dość porównać ze pijany Irlandczyk mówi wyraźniej). Niestety system wentylacji w nowym Boeningu 737-800 widocznie stanowił wyzwanie dla obsługi samolotu bo w połowie rejsu zacząłem odczuwać brak tlenu i ogólny zaduch.

Podejście do lądowania było typową dla tej linii klasyczną porażką, gdyż wyrównywanie ciśnienia w kabinie również okazało się technicznym wyzwaniem, więc przy płaczu dzieci wśród wykrzywionych bólem min współpasażerów z zatkanymi uszami czekałem końca, tzn. pasa startowego w Dublinie.

Schody dla odmiany w Dublinie były tylko jedne więc najbardziej pechowi byli ci, którzy wsiedli tyłem i po porzuceniu bagaży za sobą zostali usadzeni w pierwszych rzędach.

Jeśli myślicie że to już koniec to przypomnę ze jeszcze czas na bagaże. Pomijając organizację lotniska w Dublinie, gdzie pomimo 4 wolnych pasów transmisyjnych 3 loty Ryan’a skupiono na jednym, zapewne dla wygody pasażerów dostarczenie bagaży zajęło 40 minut, więc pożytek z punktualnego przylotu był jak z bułki z masłem, która upadła masłem na dół w gówno.

Jeśli chcecie jeszcze polatać ze mną zapraszam na super-bezpieczne lotnisko Lublinek im. Wł. Reymonta, gdzie w/w opisana maszyna wzbiła się z trudem do lotu.

 

Visitor

00:23, 4wymiar , z ZIB
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 26 marca 2007

Nie sztuką jest być człowiekiem z marzeniami.  Sztuką jest być człowiekiem ze spełnionymi marzeniami.

sobota, 24 marca 2007

Nie zadawaj pytań, bo się czegoś dowiesz. Jak już zadajesz pytania to tylko głupie, a jak Ci ktoś powie, że “nie ma głupich pytań, są tylko głupie odpowiedzi” to pokiwaj głową i przyjmij to stwierdzenie jako prawdę objawioną i jak na takową prawdę przystało, nigdy nie przyjmuj do wiadomości argumentów, że jest inaczej, zwłaszcza jeśli argumenty są logiczne.

Daj się zaszufladkować.

 

Uprawiaj seks bez zabezpieczenia, zwłaszcza, gdy jesteś bardzo młody/a, masz całe życie przed sobą i dużo czasu aby dorosnąć do bycia rodzicem, który zapewni swemu potomkowi środki do życia i będzie miał ambicję wychować swoje dziecko w szczęśliwej, kochającej się i pełnej rodzinie. Niech pożądanie przesłoni Ci rozum w kwestii prezerwatywy/tabletki/… bo STD Ciebie nie dotyczą a AIDS mają tylko geje, lesby i narkomani.

 

Koniecznie się zakochaj w nieodpowiednim/ej dla Ciebie debilu / kretynce. Pamiętaj, żeby kochać ślepo, wybaczać wszystko, a życie odwdzięczy Ci się ćwiczeniem wyobraźni w wymyślaniu coraz to nowych i głupszych wymówek na to, by zostać w toksycznym związku. Jak już masz debila za męża albo kretynkę za żonę, pamiętaj żeby regularnie wmawiać sobie, że nie ma wyjścia z tej sytuacji, zwłaszcza gdy "są dzieci”. W żadnym wypadku nie możesz powiedzieć dość – po prostu “nie wiesz jak”.

 

Ważne jest aby tkwić w pracy, której nienawidzisz, najlepiej zrezygnowawszy z marzeń o karierze i robieniu czegoś, co zawsze się chciało, na rzecz stabilizacji i Bóg wie czego jeszcze. Idealnie jest, gdy szef Tobą pomiata, a Ty sie na to godzisz w imię… ojca i syna i reszty rodziny.

 

Sposobów jest wiele…
Powyższe dotyczą zgoła najważniejszych aspektów życia człowieka: samorozwoju, partnera, rodziny, kariery. Im bardziej kompleksowa kombinacja, tym większa gwarancja, że osiągniesz CEL: na łożu śmierci powiesz sobie “zmarnowałem / zmarnowałam swoje życie”. Możesz dodać jeszcze “jestem CIPĄ” (jeśli w trakcie marnowania życia nie opuściło Cie poczucie humoru).

Powodzenia!

PS. Możesz po prostu brać narkotyki.



20:51, 4wymiar , z ZIB
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3 , 4