I am a kind of magic
niedziela, 30 marca 2008

Link do części pierwszej: Poranki Znikającej Panny.


_ _ Gdy samo bycie widzianym przestaje człowiekowi wystarczać, zaczyna on łaknąć myśli i pełnych podziwu opinii innych ludzi. Staje się próżnym. Nie warto zwracać zbyt dużej uwagi na piękne słowa jeśli wydychają fałszywe opinie._ _

Jak miło wciąż siebie widzieć. Wciąż też widzę Was, choć już tylko w odbiciach cudzych opinii.

Nowa Terapeutka przedstawiła mi się jako Emelda [wymawiane przez „i”].

Zwolniłam na chwilę czas, żeby móc rozkosznie obserwować, jak myśli wchodzą do jej głowy i ona próbuje je wypchnąć ustami, formułując słowa w zdania, a zdania w opinię o mnie.

-You understand why you are here?
[of course I understand, you insignificant woman!]

-Yes. Do you?

-We believe you have a problem.

-You don’t say. [crap, I should not have said that! Simple, submissive smile would be better]


Emelda nie mogła zrozumieć, że czas wolny lubię spędzać na dotykaniu wody.
Dalej odbijała mnie w opiniach innych, bo tego nauczyła się w odtwórczym procesie edukacji. Wystrzeliłam z procy spowolniony wcześniej czas.
Bo mogę.

[no dalej, daleeeej! nalej wody do miski... odczekaj chwilę aż się uspokoi i pogłaskaj ją delikatnie. najpierw samymi opuszkami palców. ale nie wszystkimi na raz! powoli, spowolnij czas. uściśnij wodę, pognieć ją, nabierz w dłonie jakby do umycia twarzy...]

Czas. Czas. Czas. Czas pokaże. Pokazał, że Emelda nie była mi potrzebna.
Na początku, wszystko co robiłam wydawało się czystą abstrakcją. Nie mogłam pojąć jak to się stało, że potrafię powiedzieć coś w nieznanym języku. Nie – obcym! Nieznanym. Wydaję z siebie pozornie niezrozumiałe dźwięki, które układają się w słowa, słowa tworzą zdania, a zdania kreują opinię o kimś. Nikt nie rozumie co słyszał, ale dźwięki nieznanego języka wepchnięte w ludzkie głowy maja moc tworzenia.

Patrzę na kogoś, kto patrzy na moje ręce i nakazuję myśleć „trochę bardziej obce niż wczoraj, ale jeszcze mogą być.”

_ _ Znikająca Panna to ten typ istoty, na wspomnienie której pomyśleliście „to mi się nie mieści w głowie”. Tak jak istnienie Szeptarki, która jest niewidzialna gdy szepcze historie zasłyszane od Drzew._ _

-Co ty robisz?
-Nakładam odżywkę do włosów na pędzel do pudru.
-Ale... po co?
-Bo po szamponie zawsze nakładam odżywkę, żeby się lepiej rozczesywało.
-Jesteś naprawdę dziwna, *.

[ciekawe czy to jest właściwy moment na zmarszczenie nosa] -I co z tego?
-Nic. Po prostu brak mi czasem słów.
-Więc wymyśl nowe słowa...

_ _ To co widzi i jest widziane, nie jest najważniejsze. Posłuchaj, powąchaj, posmakuj, podotykaj. Poczuj._ _

Zapamiętaj lub zapomnij.


piątek, 28 marca 2008

Kulawe myśli
Nudnawe słowa
Cherlawe działania
Mdławe wyniki
Kaprawe życie


/ przed chwilą /



01:33, 4wymiar , Tfó
Link Komentarze (13) »
środa, 26 marca 2008
Wydaje mi się, że wreszcie zaczynam wyglądać na swój wiek.
poniedziałek, 24 marca 2008

Bo na Boże Narodzenie nie utoczyłyśmy z Siostrą bałwanka...




Nasz króliczek stoi w ogródku - ma uszy z blachy, kokardkę jak każdy widzi, czarną plamkę koło nosa, drewniane zęby i zazdroszczą go nam wszystkie dzieci w wieku do 13 lat.
Myślę, że jutro albo się rozpuści albo śnieg go zasypie albo przyjedzie telewizja lokalna. Ewentualnie wpadnie na niego nasza suka, bo ona czasem wpada na różne rzeczy albo podstawia ludziom nogi...


piątek, 21 marca 2008

W wieku około lat czternastu reprezentowałam moją klasę na konkursie piękności.
Zostałam 3 vicemiss, czyli zajęłam czwarte miejsce.
Straszliwa niesprawiedliwość, zważywszy na to, że wręczający nagrodę dał mi do zrozumienia, że wyróżniałam się pomysłowością strojów i niebanalnością ich prezentacji oraz swobodą zachowań, ale pierwsze miejsce dostanie moja starsza koleżanka, "bo ona w tym roku kończy szkołę i nie będzie już miała szansy na wygraną”. Obrabowano mnie z czegoś co mi się należało, żeby komuś innemu sprawić radość; żeby innym osobom nie sprawić przykrości; żeby ktoś inny miał miłe wspomnienia.
Żałosne i smutne.

Ja tak lubię wygrywać. To był prawie najgłupszy konkurs w jakim brałam w tamtych czasach udział, ale – przyzwyczajona do jasności zasad wygrywania i przegrywania w sporcie; do zasady ‘niech wygra najlepszy’ – zapamiętałam tę porażkę ze względu na to uczucie braku szacunku do dziewczyny, która wygrała. Celowo nie napisałam „wygrała” w cudzysłowiu. Nie jest moim zamiarem kwestionowanie jej wygranej – w końcu w każdych zawodach są ludzie i zasady, decydujący o tym kto i dlaczego wygrywa. Takie gremium zadecydowało wtedy, że nie wygrał zawodnik najlepszy. Wygrał słabszy. Postawiono zły przykład, popierając decyzję otwarcie niesprawiedliwymi argumentami. Po dobiegnięciu do mety zawsze chętnie podawałam rękę współzawodniczkom i chętnie ją pierwsza wyciągałam. Po tamtym konkursie nie miałam ochoty na uściski dłoni.

Gdy przewodniczący jury powiedział mi jakiś czas później, że następnym razem wygram, bo mi się należy no i „będę kończyć szkołę”, to przestałam się go bać jako dyrektora i nauczyciela – tzw. „dywaniki” stały się cojakośczasową formalnością; czasem który spędzałam na mentalnym dłubaniu w nosie, gdy on coś mówił. Sam sobie wykreował tego potwora ;-)

Kilka miesięcy później zostałam Miss Wiosny :-) Zdjęcie zrobione tuż przed konkursem.
Wygrałam wtedy... słomianą marzannę, którą utopiliśmy z klasą w rzeczce przepływającej przez naszą wieś.
Poznać mnie można – jak zawsze – po doskonałym kształcie nosa i brzydkich kolankach ;-)

Szczęśliwej, ciepłej Wiosny 2008!



*
w kinie na nudnym filmie przypomniało się X, że "Panda KungFu" wchodzi na ekrany w czerwcu

X - Słuchaj, czy ja Cię mogę zaklepać na Pandę?
Y - Nie, to ja Cie chciałem zaklepać na Pandę.
X - No dobrze, zaklepuj. Dwa razy w twarz i trzy razy w pupę
]:- )

**
Y - Czy mężczyzna w stringach wygląda seksownie?
X - [niepohamowany wybuch śmiechu]
Y - Tak myślałem.

***
X - Słuchaj, ja bym chciała kiedyś mieć konia. Konie przecież nie są drogie...
Y - Sam koń nie jest drogi, ale sprzęt już trochę kosztuje.
X - Ale ja bym mogła na oklep jeździć - Indianie jeździli to ja bym nie dała rady?
Y - Mmmmm... seksi.
X - A daj spokój - to chyba nic trudnego konia pod sobą utrzymać.

****
Y - No nie kręć się!
X - Łaskocze!
Y - Wyżej tyłek i majtki trochę opuść.
X - No, ale co Ty mi robisz?
Y - Szkicuję zachód słońca na Twoich nerkach.
X - Od pierwszej chwili jak Cię zobaczyłam wiedziałam, że jesteś niepoprawnym romantykiem
:-)



środa, 19 marca 2008

Y - Cześć cipka.
X - Cześć.
Y - Robimy dziś te dzieci czy nie?
X - Wstrzymajmy się jeszcze kilka lat - myślę, że świat nie jest gotowy na nasze dziecko :)
Y - No tak, wyobrażam sobie zdziwienie pani w przedszkolu, gdyby nasz syncio ją powitał niewinnym "cześć cipka"

......

W górach, słonko, zielona trawka, nagle - pod kamieniem z napisami - jakieś X wskrobało się na Y i merda go nosem po policzku.
Y - Tu są dzieci.
X - Widzę. Ale to nie moje.



środa, 12 marca 2008

_ _ Spotykam Ją co jakiś czas pod tą Brzozą, która nie dotyka żadnego innego Drzewa. Znam Jej historię od tej właśnie Brzozy, bo Znikająca Panna – tak Ją nazwałam – nie istnieje gdy tam pod tą Brzozą siedzi, więc sama nie może mi swojej historii opowiedzieć. Brzoza ma piękny szum..._ _

Jak miło Was wciąż widzieć. Jak miło być wciąż widzianą.


Budzę się każdego poranka i boję się pierwszej myśli – tego, że żadna myśl nie nadejdzie.
Że nadszedł ten dzień, kiedy zniknę i już mnie nikt nie zauważy.
Uciekam przed tym od lat.
Myślałam, że potrafię żyć normalnie, ale udało się tylko przez jakiś czas, 10 miesięcy.
Potem wystraszyłam się szczoteczki do zębów.

-Do you want to stay for the night, Bo?
-Yes, but you know how fussy I can be in the morning about not having a toothbrush.

-I bought one for you. It’s on the sink, next to Cass’.

[you did what?!?] -Thank you. That’s very thoughtful of you, William.

[there it was – staring at me in the morning. A toothbrush. And a red one too. Could be more perfect only if it had a tiny little butterfly at the end… What’s next? My own keys?]

-Bo, I gotta run – here are Cass’ keys, lock yourself out, will you? I’ll get you your set tomorrow. Gotta run. Luv ya.

[Time to run for me too.]


Fajnie jest szorować rano zęby i widzieć się w lustrze. Znaczy, że jeszcze jestem.
Patrzę na swoje ręce – nie takie obce jak wczoraj, w sumie mogą być.

-Wszystko w porządku? [no dalej, uśmiechnij się do niego] Wyglądasz pod tą kołdrą jak francuski rogalik – tak jesteś mocno zawinięta.

-I am scared.

-You what?

-Boję się.

-Czego się boisz?

-Że zniknę i nikt mnie nie zauważy, że jestem zniknięta.

-Ja zauważę.

-Jak zniknę to mnie nie będzie widać przecież.

-Ale będę cię szukał.

[mówiłam, uśmiechnij się do niego, on cię jeszcze widzi]

-Powinniśmy ustalić jakieś miejsce, w którym będę na ciebie czekać jak zniknę...

-Świetny pomysł.


Pewnego dnia zniknę, bo jednak nie umiem żyć tak jak trzeba. I wtedy będę czekać w ustalonym miejscu.

_ _ Obecnie czeka pod Brzozą. A ktoś gdzieś tam przestanie niedługo rozpoznawać jej ciało, potem jej zachowanie, potem „ją”.
I odejdzie zapominając o tym, że miał jej szukać, gdy zniknie on sam zniknie; odejdzie, słusznie usprawiedliwiając swe sumienie.
On śleposercy człowiek, który nie wiedział, że oswoił najprawdziwszą, magiczną istotę – Znikającą Pannę. W jego oczach, i tylko oczach, zmieniła się tak bardzo, że zarzucił jej, że przestała go kochać. A przecież nie zadzwoniła, żeby odebrać płytę Vangelis._ _

-Ta płyta jest moja czy twoja?
[ludzie gromadzą strasznie dużo rzeczy, ludziom mieszkającym razem strasznie się te rzeczy mieszają]
-Kupiłam ją dla ciebie, więc jest twoja, bo cię kocham i jak ci ją kupowałam to też cię kochałam. Jak cię przestanę kochać to zadzwonię i powiem "oddaj mi moją płytę Vangelis". Zapamiętasz?
[ja zapamiętam twój dźwięczny śmiech]



wtorek, 11 marca 2008

W każdym kolejnym wcieleniu
Ciebie znajduję
idealnym
a siebie wciąż niegodną
Twego ideału.

Lecz mimo to zawsze jestem gdzieś
w pobliżu
na wypadek gdybyś przestał
mnie szukać.

Tak – wiem –
„tyle nas dzieli ile nas nie łączy”
twierdzisz tak z niepamięci.

Ale ja mam lepiej niż Ty;
ja już znalazłam ideał
w Tobie.
Ty zaś, zmęczony wiekami poszukiwań,
umierasz wciąż beze mnie
choć za każdym razem gdy tylko Cię widzę
mówię kim jesteś.

Zwyczajna prawdziwość mnie
nie wystarcza.

/ 21 gru 2007 /



Zostań moim pingwinkiem ;-)

11:00, 4wymiar , Tfó
Link Komentarze (13) »
czwartek, 06 marca 2008

Wydłubać oczy wyobraźni
Byłoby prościej niż zapomnieć

Urąbać głowę myślom
Byłoby krwawiej niż podać im rękę

Zawiązać na supeł worek marzeń
Byłoby głupiej niż je spełnić

Zastanowić się chwilę
Byłoby lepiej niż działać pochopnie

/ 4 gru 2007 /




Zdjęcie zrobione rok temu w Muzeum Salvadora Dali w Barcelonie.

17:52, 4wymiar , Tfó
Link Komentarze (8) »
 
1 , 2