I am a kind of magic
czwartek, 26 kwietnia 2007


I don’t know why but talking about some things was always easier for me when I was talking in English… The sadder or happier I am the easier is to talk. It’s like… I don’t know… SEEING and FEELING the distance to life when I focus myself on building the sentences in the language that is not my mother tongue…

 

Making that ONE step into one’s future is always so important, sometimes so easy and so hard at the same time…

 

I am disappearing for a while… just a little while…

See you all again… In future…

wtorek, 24 kwietnia 2007


W odległej czasowo dyskusji, Angel powiedział:

 

BRAK TO JEDEN Z POKRĘTNIE SKONSTRUOWANYCH SYNONIMÓW STRACHU.

 

Kiwam głową na tak… a Wy?

niedziela, 22 kwietnia 2007

Kto ma większą cierpliwość: anioł czy diabeł?

sobota, 21 kwietnia 2007


Y – Co robisz?

X – Robię się na bóstwo…

Y – A dla kogo?

X – Dla siebie. Jak skończę to się przelecę.

Y – A to nic. Idę spać dalej.

/ Czy masturbacja jest grzechem? /

czwartek, 19 kwietnia 2007


X – Jakie pytanie zadałbyś mi, gdybyś miał pewność, że odpowiem na nie ‘tak’?

Y – Nie wiem… Pewnie czy będziesz mi wierna…

X – Ahahaha. Ja bym Cie po prostu zapytała czy oddasz mi wszystkie swoje pieniądze!

 

Ma ma material girl? ;)



…dotyczący właściwego zachowania wobec psów – przewodników niewidomych.

Kliknąć TU>>>  i potraktować serio proszę.

 

18:27, 4wymiar , z ZIB
Link Komentarze (2) »
środa, 18 kwietnia 2007


Byłam

kiedyś

Tobą

się przykryłam

Jestem

teraz

Sobą

się przykrywam

Będę

kiedyś

Nami

się przykryję

/...dla i do Ciebie .../

20:50, 4wymiar , Tfó
Link Komentarze (11) »
poniedziałek, 16 kwietnia 2007


Rodzice to jednak nie mieli ze mną łatwo. W wieku 7 lat w pewnej eleganckiej restauracji, na oczach tłumów, wylizałam pucharek po lodach. Kelner podobno zachował kamienną twarz, moja mama zamieniła się w bladą twarz, a tata do tej pory ma ślady zębów na kostkach od lewej ręki, bo ją sobie wepchnął do buzi i przygryzał, żeby się nie roześmiać na całą salę. Ja tam tego nie pamiętam.

 

Pamiętam natomiast jak kilka lat starszą, zabrali mnie na imprezę rodzinną. To było tuż po zakończeniu roku szkolnego, więc wszystkie ciotki – klotki były żywo zainteresowane moimi wynikami na świadectwie, a jedna z nich, pośród ochów i achów zapytała: “to kim ty, B., chcesz zostać jak dorośniesz?”. Bez namysłu odpowiedziałam: “króliczkiem Playboya”. No i wiadomo co się stało – matka blada, ojciec ma po dziś dzień ślady od ugryzień na prawej ręce, a ciotki – klotki chyba uzały, że się przesłyszały i nikt nie pociągnął tematu.

A ja naprawdę uważam, że to była zajefajna robota!

 

Przede wszystkim Payboy Bunny to nie Playmate.
Króliczki nie lubiły być kojarzone z modelkami rozkładówki Payboya.
Te, naprawdę piękne kobiety o zdrowych kształtach, były hostessami w ekskluzywnych klubach Playboya, do których wstęp, po okazaniu specjalnego ‘klucza’ z numerem, mieli tylko zaakceptowani członkowie i ich goście.
W ciągu prawie 30 lat istnienia tych klubów, pracowało w nich ponad 25 000 króliczków. Tylko nieznaczna część zasiliła “armię” Playmates i modelek Playboya.

 

Wymagania rekrutacyjne na stanowisko króliczka:

Stan: wolny.

Wiek: 18 – 24 lata (w momencie zatrudnienia).

Wrost: nieistotny.

Rozmiar stanika: nieistotny (w razie potrzeby wypychało się gorset).

Waga: szczupła.

Ogólne wrażenie wizualne: piękna i seksowna.

Osobowość: lojalna, wytrwała, obowiązkowa, pogodna.

Doświadczenie nie było wymagane – Payboy miał własny system szkoleń i kilkutomowy kodeks normujący wygląd oraz zachowanie króliczka.

 

Jeszcze parę lat temu nadawałabym się idealnie.

 

Historia zna króliczki, które mieszkały na piętrze rezydencji Playboya i wystawiały się ogonkiem do klientów nawet i przez 10 lat, ale większość dziewczyn traktowała tę pracę przejściowo. Ewentualnie praca traktowała je przejściowo, bo spełnienie wymagań kodu króliczka nie było łatwe – po coponiedziałkowym ważeniu Mother Bunny dziękowała tym, które przytyły w ciągu minionego tygodnia ponad ustaloną normę. W ciągu reszty tygodnia też można było wylecieć, najczęściej za spoufalanie się z klientami – zabronione było nawet podawanie prawdziwego nazwiska czy numeru telefonu.

 

Pomimo niewątpliwych wyrzeczeń, pracę króliczka uważam za jedno z najciekawszych doświadczeń jakie mnie ominęło w życiu. Dziewczyny pracowały w prężnie rozwijającym się biznesie, zarabiały naprawdę dobrze, mieszkały w luksusach, poznawały najbogatszych buraków na świecie i były nietykalne. 

 

Kilka lat po wspomnianej “króliczkowej wpadce” na pytanie kim chce być, odpowiedziałam że prezydentem świata.
Proszę nie zadawać mi tego pytania teraz! 

 

Zainteresowanym i rozumiejącym w narzeczu angielskim polecam strony byłych króliczków (nie wszystkich oczywiście) TU>>>  i TU>>>

A TUTAJ>>> artykuł w języku polskim.

 

Wszystkim pseudofeministkom, które być może nie doczytały do tego miejsca z powodu zagotowania się, dedykuję słowa Hugh Hefnera:

“Odbierając kobiecie jej uwodzicielski wdzięk, odczłowiecza się ją”.

sobota, 14 kwietnia 2007


Moja koleżanka ma problem.

Całe życie szukała Tego Jedynego, nie zważając na moje przestrogi, żeby się upewniła czy chce go naprawdę znaleźć. No i znalazła. I ma problem, bo, jak większości ludzi, prawdziwa bliskość stwarza jej prawdziwe problemy.

Nie wiem dlaczego…  Podejrzewam, że ma to związek z poczuciem osiągnięcia celu i strachem przed jego utratą.

Jeśli szukasz swojej drugiej połówki –  tego oddzielonego od ciebie przed tysiącleciami przez wystraszonych bogów olbrzyma – upewnij sie ze jesteś przygotowany/a na to że go/ją znajdziesz.

Prawdziwa bliskość pomiędzy ludźmi stwarza prawdziwe problemy.

Bo sztuką jest osiągnąć cel i pójść dalej. /chińskie ciasteczko/



piątek, 13 kwietnia 2007


Dziś piątek, 13 więc zaszalałam i poszukałam sobie horoskopu coby wiedzieć czy aby bezpiecznie dziś z domu można wychodzić ;)

 

Horoskop na dziś: 
 “Czeka cię sympatyczny dzień. Pomyśl dziś o miłości, bo w tej dziedzinie życia szczęście sprzyja ci najbardziej. Warto sprawić dziś sobie przyjemność: jeśli nie masz pieniędzy na wymarzony przedmiot, to chociaż kup sobie ciastko!”

 "
Czyż nie pięknie?" - pomyślałam przy pierwszym zdaniu. Przy drugim zadławiłam się jedzonym jabłkiem, ale w sumie, co mi zależy - pomyśleć mogę. Trzecie dało mi do myślenia – skoro dziś warto to sobie zrobię przyjemność, bo jutro może gwiazdy się odmienią i nie będzie warto...
Nie mam pieniędzy na wymarzony przedmiot, więc pójdę po to ciastko / na ciacho. *

 
Nie wiem co mnie naszło, ale nie poprzestałam na horoskopie. Poczytałam
TU>>> o swoim charakterze i myśle sobie… jeju, jaka ja fajna jestem ;)

 
Aha! I jeszcze sobie wylosowałam “chińskie ciasteczko”. Wróżba mnie powaliła: 

 
” LEKARSTWEM  NA  NIESZCZĘŚCIE   JEST  ODWAGA 
A  NIE  ROZUM ”.


I jeszcze coś dla nieszczęśników, którzy myślą, że można łatwo uleczyć miłosną ranę w sercu.
UWAGA: trzeba mieć puchar, czarę, kryształowy kielich, MAŁY flakonik lub butelkę z ZIELONEGO szkła, melisę i tydzień czasu… Przepis na miksturę magiczną
TU>>>  
Powodzenia!

* ;)


20:17, 4wymiar , z ZIB
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2