I am a kind of magic
poniedziałek, 30 lipca 2007


I.
Ulotnie, przelotnie
zauważany
nigdy nie kochany

Zalotnie, przelotnie
dotykany
Słońcem rozgrzewany

II.
Złu odebrana
życiu oddana
bez wspomnień i pamięci
zakochana
nie kochana

Żywym kamieniem
nazwana
nazwaniem zobowiązana
żyje
kamienne serce bije
uczuć swych nie kryje

III.
On –
„myślę, że zniszczę cię swym kochaniem”
Ja –
„rozum na serce zamień”
patrzysz na
żywy kamień

/ 27 lipca 2007 /




/ Wiersz dedykuję Klaudynie /


23:03, 4wymiar , Tfó
Link Komentarze (12) »
niedziela, 29 lipca 2007

W Parku Feniksa w Dublinie upolowałam czaplę siwą i trzy ŁOSIE!!!

Pierwszy raz w życiu widziałam łosia z tak bliska i nie w ZOO.




Powyżej to nie łoś lecz czapla siwa
;-)
Poniżej łosie.



Łosie nie zwracają uwagi na to co się wokół dzieje.
Podobno są durne...






Ten wyglądał jak atrapa ;-)



sobota, 28 lipca 2007

Większość z moich czterech bliższych znajomości z płcią przeciwną, zwanych potocznie "związkami" zakończyła się krótkim "nie". Dwa razy powiedziałam "nie", raz usłyszałam to słowo. Raz nie było związku, ale padło pytanie
"Czy zostaniesz moją żoną?"...
Pytanie, na które zawsze znałam odpowiedź OD RAZU. Nie potrzebowałam "czasu, żeby to przemyśleć".
To dobrze!
I nigdy nie będę potrzebowała :-)


piątek, 27 lipca 2007


Ten raz

zapomniany

Ten dwa

wybaczony

Ten trzy

zapamiętany

Pierwszy zapomniany

Drugi przepłakany

Trzeci przemyślany

Pierwszym mnie zraniłeś

Drugim mnie zabiłeś

Trzecim mnie wskrzesiłeś

/ 2007 /





19:59, 4wymiar , Tfó
Link Komentarze (6) »
czwartek, 26 lipca 2007

Lubimy robić to co lubimy robić, bo robimy to gdy mamy na to ochotę.


Ja tak mam ze zmywaniem - lubię zmywać. Bardzo. Co nie oznacza, że zawsze mam wszystko pozmywane, bo zmywam tylko wtedy gdy mam na to ochotę, inaczej nie daje mi to oczekiwanej satysfakcji.
Czasem garnki (miseczki, talerzyki, kubeczki, sztućce i patelenki itd.) czekają kilka godzin na to aż będę miała ochotę dotknąć je mięciutką gąbeczką, napienioną pachnącym płynem, pomiziać, podrapać (czasem pazurkiem...) spłukać i odstawić do wyschnięcia...

I wycisnąć gąbeczkę :-)





środa, 25 lipca 2007

Nie patrz tak na mnie
Nie będzie inaczej
Nic się nie zmieni
Jestem już raczej
….

Nie mów tak do mnie
Nic nie rozumiem
Nic to nie zmieni
Ja już nie umiem
….

Nie dotykaj
nie namawiaj
nie udawaj
...


/ 3 lipca 2007 /



/ No popatrzcie tylko na zdjęcie: M... jak Miłość, hmmmm.... ;-) /


20:48, 4wymiar , Tfó
Link Komentarze (16) »

Gdzie jest Ola? Ola La La. Czy ktoś widział Olę La?
/ Z czym Wam się to kojarzy? /


wtorek, 24 lipca 2007


Coś ci mówi, że mam się źle

Mam się nijak

Co ty wiesz?

Nijak nie boli

Nijak nie szczypie

Nijak

jest tańsze od ‘dobrze’ i ‘źle’.

Czy muszę

Czuć

Kochać

Wiedzieć

Widzieć

Dawać

Brać

Milczeć

Płakać i

Się śmiać

żebyście nazwali mnie człowiekiem?

/ 23 maj 2007/



/ zdjęcie za pozwoleniem osoby, u której je znalazłam /


20:08, 4wymiar , Tfó
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 23 lipca 2007

Raz
dwa razy do roku
pod powiekami rodzi się obraz.
Biorę ołówek
i czystą kartkę

ubieram najpiękniejszą sukienkę.
Rysuję obraz spod powiek
zapamiętale.

Gorąco.
Czas zdjąć
sukienkę.
Ołówek odpoczywa
przez chwilę.

Goręcej
nago
kilka ostatnich kresek...
Gotowe.

/ 22 lipca 2007 /






20:35, 4wymiar , Tfó
Link Komentarze (18) »
sobota, 21 lipca 2007


Gdy wylądowałam ostatnim razem w Polsce, na lotnisku czekał mój tatuś [mama zwykle z nim po mnie nie wyjeżdża bo w tym czasie kończy robić kopytka, które są obowiązkowym punktem Programu Powitalnego dla mnie w Domu Rodzinnym :) ]
Przez drogę nadrabialiśmy zaległości w moim niedoinformowaniu co się dzieje u wszystkich mieszkańców ulicy L. w D. i w ogóle w całej parafii. Zajęło nam to jakieś 20 minut, bo mój tatko jest prawie taki niedoinformowany jak ja (nie wiedział np. że ta Anka Heńkowa z Szerokiego Pola zaszła w ciążę z żonatym facetem, a ja wiedziałam bo dzwonię co łikend do swoich własnych informatorów, hehe). Następne 25 minut spędziliśmy wypartując komina, przy którym należy skręcić żeby wpaść na właściwą drogę do domu ;-)
Na podwórku obskoczyły mnie psy (Misiek już ślepy ze starości ale mnie chyba po zapachu poznał, nie oszukał go nawet najnowszy pachniuch) a w domu wycałowała mnie mamuś, nałożyła kopiasty talerz tych kopytek i mówi "no opowiadaj dziecko". Miałam gębę pełną żarcia, więc tato przyszedł mi z pomocą i wali do mamy: "A tam co słychać, co słychać! Nic nie słychać! Ślubić się nie chce, ile będę na wnuka czekał? Stasiek S. już dawno ze swoim na piwo chodzi, a ja...?" - tu rodziciel zwrócił na mnie swe piękne [musiałam zaznaczyć, że piękne bo je po nim dziedziczę :D] oczy i ze śmiechem pogroził mi palcem - "zobaczysz, jak umrę bez wnuka, to cię będę do śmierci po nocach straszył"
[dodam tylko, że domowe konwersacje odbywają się w mojej rodzinie z lekkimi naleciałościami gwarowymi, których Wam oszczędziłam, żebyście zrozumieli o czym mowa ;-)]
Jeszcze tego samego dnia temat powrócił - jechałam do Warszawy odwiedzić przyjaciółkę "zza miedzy", więc odstawiłam się jak szczotka do włosów na spotkanie z Tiną Turner, co tato skomentował po cichu do mamy "no popatrz, H., taka dziewczyna się marnuje, no...".
Miły ten mój tata :-)
Nevermind the buzzcocks - uświadomiło mi to, że wciąż... [i tu wreszcie przejdę do tematu, thank u very much za cierpliwość]

CHCĘ ADOPTOWAĆ DZIEWCZYNKĘ.

Odpowiedź na pytanie "dlaczego dziewczynkę?" - ano, bo na chłopczykach się nie znam - jak kiedyś usłyszałam dwie młode mamy rozmawiające o tym czy ich synkowie już się nauczyli coś tam sobie w siusiaczkach (to ich określenie!) obciągać (też ich!!), to pomyślałam, że mus mieć dziewczynkę...

Dlaczego chcę adoptować dziecko? Hmmm... wychodzę z założenia, że jakieś dziecko się już urodziło, tylko nie ma go kto wychować, więc nie muszę rodzić następnego - czysta logika...
Poza tym ja się boję małych dzieci. Panicznie! (Do stopnia, w którym ze strachu zaciskają mi się zwieracze i boli mnie żołądek!). Nie chodzi o to, że brzydzą mnie pieluchy czy jestem leniwa i nie chce mi się niemowlaka chować - po prostu małe dzieci przyprawiają mnie o dreszcze grozy!! Moja mama mówi, że "ze swoim to jest inaczej"... Może... Moje smarkate kuzynki porodziły dzieci i bardzo sprawnie nauczyły się matkowania pod czujnym okiem mam, babć, teściowych i pielęgniarek.

Kiedys moją pasją była psychologia rozwojowa dziecka - przeczytałam na ten temat stosy książek i wydaje mi się, że znam ryzyko adopcji
(wiem też jak zmniejszyć ryzyko wystąpienia u dziecka nieprawidłowości seksualnych typu homoseksualizm czy transwestytyzm:-).

Zastanawiam się jak ważne są w rzeczywistości więzy krwi, bo mój tato skwitował pomysł adopcji wypowiedzią "to nie to samo".
A co jest innego?
No co?!?



 
1 , 2 , 3