I am a kind of magic
wtorek, 30 października 2007

Obserwowałam pewnego razu ćmy, które usiłowały dostać się do mojego mieszkania, bo taka już ciem natura, że ciągną do światła. Bawią się z nim, tańczą, taplają się w jego cieple.
Igrają z ogniem aż do śmierci.
Konkurencja była spora, a drogi rozwiązywania problemu zamkniętego okna – przeróżne. Duże ćmy z ogromną siłą i prędkością uderzały w szybę, jakby w nadziei, że ta pęknie. Małe ćmy chodziły wytrwale po powierzchni okna, zdając się szukać jakiejś szczeliny w przezroczystej tafli, która broniła im dostępu do ciepła żarówki.

Ludzie patrzą na ćmy i myślą: „co za głupie stworzenia?”
Nigdy nie widziałam, żeby jakaś ćma zginęła w tańcu z ogniem.




poniedziałek, 29 października 2007

Jak bardzo trzeba skrzywdzić człowieka, żeby miał złe wspomnienia?

Ja, na ten przykład, mam tylko wspomnienia...
Nie dzielę ich na dobre i złe, choć może powinnam. Czasem pozwalam innym to za mnie robić, czasem inni robią to bez mojego pozwolenia, ale nie uzyskują komentarza większego niż mój uśmiech.
Czy to oznacza, że nie miałam jeszcze złych, prawdziwie okropnych, doświadczeń w życiu? A może po prostu przekonałam się, że romantyczne wyobrażenie, że Słońce nie wzejdzie a niebo zapłacze, gdy dzieje mi się krzywda, jest tylko... romantycznym wyobrażeniem?

Ludzie nie rodzą się ofiarami. Robią z siebie ofiary.

A w Dublinie - jesień. Z właściwymi sobie irlandzkimi 'atrakcjami' jesiennymi. Deszcz i wiatr.

Zachód Słońca z mojego balkonu:



sobota, 27 października 2007

- chwile słabości to momenty, w których coś nabiera znaczenia.


czwartek, 25 października 2007

... trzecia po południu...

„Halo... cześć Marco... tak to naprawdę ja... w porządku, a u ciebie? świetnie... słuchaj, może masz dla mnie czas wieczorem? uhm... nie - standardowy układ, przecież wiesz co lubię... słucham? ... nie no, jak mogłeś tak pomyśleć?! po co miałabym szukać kogoś innego skoro ty się rozbierasz tak profesjonalnie... szósta trzydzieści, do zobaczenia.”


... dziesiąta wieczorem...

Gdy zrobiło jej się zimno, namacała stopą korek i wyciągnęła go nie otwierając oczu. Jej ciało zaczęło się wynurzać, na lewym sutku zostało trochę piany. Zatkała odpływ wanny i tą samą stopą uruchomiła dopływ gorącej wody. Leżała trochę nienaturalnie wygięta w, za małej na jej 174 cm, wannie i zaczynał ją boleć kręgosłup, ale ciepło wody i uczucie marszczącej się skóry, było tak rozleniwiające, że od ponad godziny nie zmieniła pozycji. Oddychała powoli, wsłuchując się w regularne, wysokie „pik” i głębokie, niskie „pok”, wywoływane przez bąbelek powietrza, który tworzył się za jej prawym uchem w rytm wody falującej od jej oddechu.
„Tak łatwo przyzwyczaić się do małych luksusów” – pomyślała z uśmiechem przesuwając między palcami wodę zmiękczoną jedną z tych pachnących kulek do kąpieli.


wtorek, 23 października 2007

Zasypiam

trzymając w myślach Twą dłoń


Śnię o tym

że masz dobre sny o mnie


Budzi mnie

wspomnienie Twojego zapachu


/ 18 cze 2007 /




20:09, 4wymiar , Tfó
Link Dodaj komentarz »
sobota, 20 października 2007

Piękna i ciepła noc sierpniowa. Kochankowie przykryli się piaskiem plaży i kołysani szumem morskich fal zasnęli spełnieni. Ognisko, rozpalone przez nich w miejscu niedozwolonym, dogasało. Kobieta ocknęła się i uśmiechnęła na wspomnienie bajkowości minionych lat. Wtuliła twarz w pachnące solą włosy mężczyzny i spojrzała w ogień.

Ogień do niej przemówił. Najpierw się przedstawił; prawie dygnął jak dziecko a potem uśmiechnął się do niej trzaskającymi iskrami. Opowiedział jej swoją historię. Kobieta wstała i dorzuciła kilka gałązek, aby zdążył wysłuchać jej historii zanim zgaśnie. Mówiła długo lecz nie poruszała ustami. Mówiła całą sobą. A ogień rósł. Gdy skończyła, znieruchomiała i popatrzyła w jego płomienie. Wyciągnęła do ognia rękę ale on ją, parząc, odtrącił. Wybuchnął oślepiającym płomieniem i krzyczał. Jego krzyk i jasność otworzyły jej oczy i tymi nowymi oczami zlokalizowała nóż. Ponaglana przez ogień wbiła nóż w ciało mężczyzny po czym wrzuciła zakrwawione narzędzie wyzwolenia w ogień. Zgasł.

Kobieta obudziła się z nożem w ręku. Popatrzyła na mężczyznę. Położyła nóż na kamieniach ułożonych dookoła ogniska.

Zabrała swoje rzeczy, podniosła się i zrobiła krok w ciemność. Nikt jej więcej nie widział.

Nie dyskutuj z siłą ognia.




piątek, 19 października 2007
   
To co dla jednych jest odwagą, dla innych jest głupotą.


środa, 17 października 2007

Promykiem słońca
nie jesteś
Nadziei
mi nie dajesz
Dotykam włosów
Twoich
i miłość rozpoznajesz

Poranną rosą
nie jesteś
Pragnień moich
nie koisz
Dotykam dłoni
Twojej
mówisz, że się nie boisz

Wiatrem za oknem
nie jesteś
Do snu
mnie nie kołyszesz
Całuję usta
Twoje
i czekam na Ciebie w ciszy

/ 2 paźdz 2007 /




20:00, 4wymiar , Tfó
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 15 października 2007

...mam olewczy stosunek do życia :-)



Odyseja zaliczona :-)


Wygrał 'tim' mojego "ziomala" :-D
Obiecałam zrobić mu konkurencję w przyszłym roku ;-)
Było super; wiele wniosków, wiele nauk i niespodzianek (nie boję się już psów biegnących za rowerem ! ), trud dbania o resztę dwuosobowej drużyny (nie jestem nawykła do sportów zespołowych...), walka.
Pogoda była przecudna - rolnicy rozrzucili gnojówkę i można było sobie pięknie rowery "skuć" ;-)




21:59, 4wymiar , z ZIB
Link Komentarze (5) »
piątek, 12 października 2007
   
Inegzystencja intencjonalna jest istotą postrzegania.

 
1 , 2