I am a kind of magic
czwartek, 01 lutego 2007

Nigdy wcześniej nie zasnęłam w taki sposób. Tak że zmienił się świat. Obudziłam się i był inny, kogoś w nim nie było, wiele się zmieniło, o kimś zapomniałam, coś przestałam czuć…. Znów byłam w 4 wymiarze…

 

Dawno temu śniła mi się historia starego, zrujnowanego domu, o którym wiedziałam że był ‘bramą’ do magicznego świata, ktory obecnie nazywam 4 wymiarem. Dom ten nie miał szyb ani nawet bocznej ściany wiec można było do niego wejść – każdy mógł – tyle, że dom pozostawał wtedy tylko kupą gruzów… gdy wiele miesięcy później po raz drugi ‘obudziłam się’ w tym śnie, w ręku miałam klucz. Choć to niedorzeczne aby odkluczowywać dom, który jest ruiną i dostęp do niego jest jak najbardziej swobodny, przekręciłam klucz w zamku i znalazłam się w 4 wymiarze…

Jasió był szczególnie nieprzydatny, gdy trzeba było obsłużyć większe katastrofy, jakiś rozbity samolot, skutki wybuchu (po Hiroszimie płakał dwie godziny), powódź itd. Rodzina już nie wierzyła w Jasia ale on chciał próbować, chciał być jak jego wujek Tadek, który za czasów swej świetności załatwił całą Plagę, a obecnie, już jako emeryt, zajmował się Chinami.

Pan Dorian Śmierć wraz żoną, po zażartej dyskusji, zdecydowali, że Jasió może się sprawdzić w samobójstwach, bo przecież tacy samobójcy nie chcą żyć, nie walczą ze Śmiercią i będą wręcz oczekiwali aż taki Jasió ich sieknie swoją tępą kosą.

Wezwali więc Jasia i zapytali delikatnie (byli nowoczesnymi rodzicami i nie chcieli synowi nic narzucać) czy odpowiadałaby mu praca z samobójcami. Jasió bardzo chciał – rozumiał samobójców. Sam, biedaczyna, był kilka razy na skraju i raz nawet rzucił się na swoją kosę ale nikt z rodziny po niego nie przyszedł, bo akurat wszyscy z rozkoszą obserwowali jak ciocia Jadzia kosi w Bitwie o Śródziemie.

No więc Jasió się zgodził i miał zacząć następnego wieczora, bo akurat wypadała Wigilia...

cdn...

Część 1 >>>>

i nagle potrafisz

opowiedzieć Miłość

poznawałeś Ją

pięknie – boleśnie

 

gdy pozwolisz Jej odejść

nikt nie przyjdzie zapytać

dlaczego

kochałeś – cierpiałeś

nie będą rozumiane: Twój

strach

nadzieja

wahania

uniesienia

odejścia i powroty

przysypie piach

 

listop 2003

pięć lat powrotów

na chwilę

na zawsze

nigdy nie wrócą

starzeć się

równo ze starcami w moim wieku

przemijać koło życia

zamykane małżeństwem

zawieszone pieluchy

piersi

brzuchy

bezpiecznie kołyszą

czasem

marzą

giną

 

środa, 31 stycznia 2007

Był sobie raz mały Jasió Śmierć, najmniejszy i najmłodszy był ze śmiertelnej rodziny. Przez długi czas rodzice nie dopuszczali Jasia do żadnej poważnej roboty. Karol z Bianką obskakiwali większość konfliktów zbrojnych na północy a Bartek z Kazikiem urzędowali na południu. Mama Śmierć, Henryka (kobieta o niebywałym doświadczeniu w swoim zawodzie) miała pod kosą szpitale i kościoły, senior rodu, Dorian Śmierć, zajmował się Ameryką…. i tak dalej. A Jasió nie miał nic, bo był młody i romantyczny, a kosa jego wolna i miłosierna...

 

Cdn.

3 miesiące temu moja koleżanka wprowadziła się do nowego mieszkania, które kupili dla niej rodzice. urządziła to mieszkanie 'ze smakiem'. w pięknych szafach powiesiła piękne ubrania, na pięknym parapecie postawiła piękne i bardzo zielone rośliny, skórzana kanapa przeglądała się w świeżo wycyklinowanej podłodze, na pięknych półkach ustawiła poważne, klasyczne książki oprawione w skórę, kafelki w łazience tryskały świeżością, naczynia kuchenne nie miały brudu, garnków tyle ilu miała mężczyzn a zastawa stołowa wciąż kompletna. nie miała telewizora.

2 miesiące temu moja koleżanka położyła się wieczorem do swojego pięknego łóżka i postanowiła że nie wstanie z niego następnego ranka ani następnego ani następnego, nawet po to by zmyć brud z garnków i pozamiatać talerz który się potłukł tego popołudnia i uczynił jej piękna zastawę stołową niekompletną; niedoskonałą.

1 miesiąc temu moja koleżanka wstała z łóżka i przemowiła do wszystkich którzy odwiedzali ją w jej depresji żeby się wynosili do swoich domów i przestali nosić jej błoto na parkiet. wszyscy wyszli ze strachem w myślach - dobrze było mieć kogoś takiego jak moja koleżanka kto leżał w łóżku z depresja i komu można było poopowiadać o swoich problemach a potem pomyśleć 'jednak nie jest ze mną tak źle, biedna M...' moja koleżanka zamówiła cykliniarzy, wyrzuciła zasuszone rośliny z parapetu, umyła kafelki w łazience i kupiła telewizor…

 

1 ... 61 , 62